niedziela, 13 marca 2016

"Jestem dla Ciebie, zawsze"

Nadeszła wyczekiwana przez Louisa środa. Umówiłem się z nim przed studiem 15 minut przed jego wizytą z Olafem. Obiecałem mu, że pójdę tam z nim po skończonych lekcjach. Louis przez kilka poprzednich dni próbował mi wmówić, że na pewno coś pójdzie mu nie tak doprowadzając mnie tym do szału. Jak na razie wciąż mieszka u mnie. Nie jestem pewien ile będę w stanie go ukrywać przed ojcem, który ostatnio często jest w domu. Wiem, że zrobię wszystko aby mu pomóc. Nie pozwolę aby tak osoba jak on spała na ulicy. Kierując się w stronę studia rozmyślałem nad tym w jaki sposób przekonać chociaż trochę Louisa do samego siebie. Nie może tak źle o sobie myśleć, to nie jest normalne zachowanie. On ma poważny problem, do którego za nic nie chce się przyznać.
-Harry?- usłyszałem za sobą a odwracając się napotkałem głęboko niebieskie oczy i jasne, postawione na żelu włosy. Blondyn był ode mnie trochę wyższy i uśmiechał się od ucha do ucha uwidaczniając schludny aparat na zęby. Trzeba było naprawdę zwrócić uwagę aby dostrzec białe druciki, które wtapiały się kolorem w zęby. Przez chwilę skanowałem go wzrokiem chcąc przypomnieć sobie kto to może być i wtedy mnie olśniło.
-Niall?- spytałem a on przytaknął szybko po czym uścisnął mnie mocno. Z Niallem znam się od pierwszej klasy podstawówki. Wtedy jeszcze mieszkałem w Wielkiej Brytanii. W szóstej klasie on przeprowadził się z powrotem do Irlandii wraz z rodzicami, gdzie był jego dom rodzinny a ja wyjechałem z moim do Norwegii. Urwały nam się kontakty i nie chcę tutaj tego zwalać na kiepski internet i brak dostępu do skype. Po prostu nasza znajomość wraz z opuszczeniem tego samego miasta i wyjechaniem- dla mnie w zupełnie nowe miejsce, dla niego w rodzinne strony- zanikła. Czasami, jeszcze kiedy nie uczęszczałem do szkoły średniej, wspominałem go. Spędziliśmy naprawdę wspaniałe chwilę a Niall był moim jedynym i najlepszym kumplem.
-Prawie nic się nie zmieniłeś.- powiedział irlandzkim akcentem mierzwiąc mi włosy. Zaśmiałem się cicho, ponieważ pomimo tylu lat nieutrzymywania kontaktu on zachowuje się jakbyśmy widywali się codziennie. Cały Niall. Nigdy nie spotkałem bardziej otwartej osoby. -No może trochę wyprzystojniałeś.- zaczął się uroczo śmiać lekko mnie popychając. Ile w tym małym ciele energii? Jego nogi wyglądały jak ostatnim razem gdy się widzieliśmy, jak patyki. Na rękach miał lekko zarysowane mięśnie a koszulka ukazywała zarośniętą klatę.
Zawsze majaczył, że chce mieć zarośniętą klatę ha.
-Ty za to trochę tak przyjacielu.- powiedziałem kładąc rękę na jego ramieniu i uśmiechając się promiennie. Przy Niallu człowiekowi nie schodzi z ust banan. On miał od kiedy pamiętam zasadę, że każdemu ładniej z uśmiechem niż łzami, więc wywołuje tylko to drugie u ludzi.
-Do prawdy?- uniósł prawą brew a jego oczy zaświeciły. W tym momencie przypomniałem sobie, że przecież jestem pilnie umówiony z Louisem. Nie mogę zawieść mojego słońca. Niall chyba zauważył moją dosyć gwałtowną zmianę nastroju przez co podszedł bliżej pytając co się stało.
-Mam ważne spotkanie, na które nie mogę się spóźnić Niall. Możemy porozmawiać, któregoś dnia w tym tygodniu? Masz czas?- zapytałem szybko a moje dłonie zaczęły się pocić. Bałem się, że nie zdążę.
-Jasne Harry. Jutro o 17 w kawiarni, tej w pobliżu galerii?- zapytał Niall a ja mogłem się domyślić, że blondyn już zdążył odwiedzić moje ulubione miejsce.
-Tak, może być.- powiedziałem a idąc już szybkim krokiem w kierunku umówionego miejsca z Louisem krzyknąłem do Nialla- Do zobaczenia Horan.- na co chłopak mi odmachał z szerokim uśmiechem.
Perspektywa Louisa
Stałem przed studiem pijąc zieloną herbatę z plastikowego kubka. Byłem bardzo spragniony a ponad to zdenerwowany a tylko na to było mnie stać. Za 5 minut mam mieć spotkanie z Olafem a Harry spóźnia się już dobre 10 minut.
Przyjdzie, obiecał.
Nerwowo przebierałem nogami i rozglądałem się wokoło szukając wzrokiem brązowej burzy włosów. Usłyszałem kilkakrotnie swoje imię wypowiedziane mocnym, brytyjskim akcentem i od razu wiedziałem, że to mój Hazza. Stał naprzeciwko mnie po drugiej stronie ulicy czekając na zielone światło. Miał na sobie ciemny sięgający mu prawie do kolan płaszcz. Jasno czerwony szal w kratę otulał jego szyję a przez ramię przewiesił sobie szarą torbę na książki. Przechodząc przez pasy posłał mi przepraszający uśmiech, który w tamtej chwili był najpiękniejszym.
-Lou przepraszam za spóźnienie. Musimy iść.- powiedział ciągnąc mnie za rękaw kurtki w stronę wejścia. Szybko znaleźliśmy się w holu gdzie poinformowaliśmy młodą brunetkę o naszej obecność po czym pokierowaliśmy się w stronę windy.
-Masz papiery?- spytał Harry wchodząc za mną do windy. Przytaknąłem powolnym ruchem głowy i spuściłem ją na czarną teczkę, w której mieściła się moja przyszłość. Nie byłem całkowicie pewien czy robię dobrze podpisując te wszystkie papiery. Przeczytałem kilkakrotnie całe te formalności, cały kodeks, zasady, które wcale nie wydawały się takie straszne. Ale kto wie? Harry chwycił moją rękę złączając nasze dłonie. To dodało mi trochę otuchy. Kierując się na korytarz a potem w stronę drzwi nr 45 kilka razy zakręciło mi się w głowie, ale całe szczęście brunet mocno trzymał moją dłoń. Weszliśmy do ładnego, nowocześnie urządzonego gabinetu. Olaf siedział za dużym drewnianym biurkiem wypełniając jakieś papierki. W momencie gdy weszliśmy a on ujrzał nasze twarze, wstał i przywitał się z nami podając rękę najpierw mnie a potem Harremu.
-Siadajcie.- odparł sam zajmując swoje poprzednie miejsce. Usiadłem tuż obok Harrego wciąż mocno ściskając jego rękę.
-Co u was?- spytał pochylając się nad biurkiem i uśmiechając się promiennie w naszą stronę. Zerknąłem kątem oka na zaciśniętą szczękę Harrego. Jego policzki nabrały cieplejszego koloru a ja zastanawiałem się co jest nie tak.
-Harry przykro mi z powodu twojej matki. Mój ojciec mi powiedział, że..- zaczął Olaf, ale ja mu przerwałem.
-Olaf mam papiery. Chcesz ze mną współpracować czy porozmawiać o prywatnych sprawach rodzinnych mojego chłopaka?- zapytałem sam nie wierząc w to co mówię. Chyba nie tylko mnie zaskoczył mój nagły wybuch, ponieważ Harrego szczęka lekko się rozchyliła. Olaf kilka razy szybciej mrugnął po czym przejął ode mnie teczkę widocznie zawstydzony. Przejrzał wszystkie papiery podpisując je w miejscach gdzie było to konieczne. Po tym uśmiechnął się do mnie wręczając mi  z powrotem to co moje.
-Mam nadzieję, że współpraca z Tobą będzie równie przyjemna jak rozmowa wstępna.- wyszczerzył się sztucznie a jego słowa brzmiały tak sztucznie jak gdyby mówił je codziennie przed lustrem przynajmniej kilkanaście razy.
-Ja również.- uśmiechnął się lekko i ścisnął jego rękę wstając. Olaf podniósł się z siedzenia w tym samym momencie to mój chłopak. Sięgnął do kieszeni spodni i wyciągnął z niej spory plik banknotów i podał mi je.
-Co pan robi?- zapytałem unosząc obie brwi ze zdziwienia. Jak mam być szczery to w życiu nie widziałem tyle banknotów.
-Zaliczka.- zaśmiał się wręczając mi je do ręki.- 2100 koron.
To jakiś żart?
Olaf widząc moją minę zaśmiał się tylko po czym odprowadził do drzwi mnie- nadal z otwartą buzią- i uśmiechniętego Harrego.
-Życzę Ci abyś wytrzymał, bo początki będą trudne.- odparł Olaf. Pożegnał się z nami a potem zamknął za nami ciężkie drzwi zostawiając nas samych na korytarzu.
-Nazwałeś mnie swoim chłopakiem?- Harry uniósł brew po czym uśmiechnął się szeroko rzucając się w moje ramiona. -Dziękuje. To było bardzo odważne z twojej strony.
-Już wolałbym nie dostać tej roboty niż pozwolić aby mój chłopak był na skraju płaczu.- powiedziałem całując go w czoło na co mruknął głośno w moje ucho.-Jestem dla Ciebie, zawsze.
Perspektywa Harrego
Kolejnego dnia po szkole pokierowałem się prosto do kawiarni, w której miałem spotkać się z Niallem. Poprzedniego dnia poinformowałem Louisa o tym, że będę trochę później i wyjaśniłem wczorajsze spóźnienie. O dziwo nie był jakoś zachwycony tym, że spotykam się dziś z Niallem, ale zapewniłem go, że nie ma się o co martwić. Wszedłem do przytulnej kawiarni a miła pani za ladą pomachała mi. Odmachałem i zawołałem do niej, że to co zawsze. Po drugiej stronie przy dwuosobowym stoliku dostrzegłem blondyna. Oczywiście uśmiechniętego.
-Hej młody.- powiedziałem przybijając z nim żółwia i siadając naprzeciwko niego. Niall prychnął na moje słowa po czym wziął łyk swojego kakao.
-Przypominam Ci, że jestem od Ciebie starszy o kilka miesięcy.- skomentował przejeżdżając ręką po swoich jasnych włosach. Nadal nie mogłem przywyknąć, ponieważ kiedy ostatnio go widziałem jego włosy były brązowe i sterczące w przeróżne strony.
-Nie ważne.. Powiedz lepiej co ty tutaj wyprawiasz? Norwegia? Oslo?- zapytałem zdziwiony. Niall powiedział, że nigdy nie przeprowadzi się w te rejony. Już wystarczyło mu, że klimat w UK jak i w Irlandii nie był rewelacyjny.
-Ojciec dostał bardzo dobrą propozycję w pracy. Ma teraz lepsze stanowisko, więcej kasy. Rozumiesz.. Po prostu nie miałem wyjścia. Musiałem. Zapewniam jednak, skończę 18 lat i spierniczam z tej Alaski.- powiedział i otulił się rękoma udając, że mu zimno na co się zaśmiałem. Zanim skomentowałem jego wypowiedź podziękowałem Lindy za ciasto oraz kawę.
-Niall to południowa Norwegia. Tu jest stosunkowo najcieplej.- puściłem mu oczko a on tylko prychnął przewracając oczami.
-Pamiętam jak kiedyś cały czas tak robiłeś gdy twoi rodzice Ci na coś nie pozwalali. Jednak się nic nie zmieniłeś. Nadal zachowujesz się jak rozkapryszony 13 latek.- zaśmiałem się a on uderzył mnie w ramię lekko pięścią również roześmiany.
-Ale chociaż zaczęły mnie interesować laski. To już czas, prawda? Swoją drogą fajne kelnerki tu macie.- powiedział puszczając komuś oczko za mną. Odwróciłem się i ujrzałem zaczerwienioną Lindy sprzątającą jeden ze stolików. Pokręciłem głową.
-Niall ona ma 32 lata.- powiedział a on rozszerzył swoje oczy przytrzymując się stołu aby nie spaść.
-Chrzanisz.- powiedział a ja ponownie wykonałem gest głową zapewniając się, że ściemniam.
-Chcę taką mamę.- rozmarzył się a ja nie mogąc uwierzyć w to co on mówi nie skomentowałem nawet jego wypowiedzi.
-A ty? Masz jakąś?- spytał puszczając mi oczko.
-No.- odparłem uśmiechając się na samą myśl o moim chłopaku.
-Jak ma na imię?- zapytał podekscytowany.
-Louis.
-Jak Louise?- spytał marszcząc brwi.
-Nie. Jak Louis.- odpowiedziałem śmiejąc się z niego.
-Ale to męskie imię.- powiedział popijając swój napój.
-Otóż to.- powiedziałem a on zachłysnął się i chwilę potem zaczął się dusić a ja musiałem mu pomóc w nabieraniu powietrza.
Nic się nie zmienił ten idiota. 
________________________________
Witajcie kochani. Przepraszam, że rozdział dopiero dziś, ale w poprzednim "poście" zamieściłam informację dlaczego właśnie takie opóźnienie nastąpiło. Teraz to już nie ważne, bo wracam do was i rozdziały będą regularnie. :) Jak wam się podoba rozdział? Pojawiła się nowa postać, która ma trochę rozpogodzić ten smutny nastrój, miejmy nadzieję, że tak będzie! 
Piszcie komentarze, które mnie bardzo motywują a ja życzę wam miłego tygodnia! 
P.S. Chciałam podziękować za wszystkie miłe komentarze pod Informacją i nie tylko, ponieważ pisaliście też na tt i życzyliście szybkiego powrotu do zdrowia, to było miłe! 
ZAPRASZAM TAKŻE NA MOJEGO SNAPA: KROLIANIA69


sobota, 12 marca 2016

Informacja

Chciałam usprawiedliwić tak chaotyczne dodawanie rozdziałów. Zdaję sobie sprawę, że na blogu byłam o rozdział do tyłu. Teraz jest już wszystko dobrze a rozdziału kolejnego jeszcze nie ma przez moją chorobę. Już mi trochę lepiej. (spokojnie to nic poważnego). Mam nadzieję, że do jutra wstawię rozdział :) Przepraszam bardzo za to opóźnienie. To samo opowiadanie możecie znaleźć na moim wattpadzie
P.S. W najbliższym czasie planuje zmienić coś w wyglądzie i zarządzaniu bloga, mam nadzieję, że wam się spodoba :)

"Dopóki jestem z Tobą.."

Siedziałem wtulony w bluzę Louisa, która zdarzyła już przesiąknąć jego zapachem. Łzy od kilku dni nie odstępowały mnie na krok a do szkoły nie byłem w stanie chodzić, więc odpuściłem sobie ten tydzień. O dziwo moja matka nie powiedziała ani słowa na to. W zasadzie to od powrotu ze szpitala nie odezwała się do mnie ani słowem. Przypominając sobie wydarzenia z poniedziałku mój żołądek mocno zacisnął się.

-Mamo co ty zrobiłaś?-zapytałem podchodząc do szpitalnego łóżka, w którym leżała. Prawe ramię miała zabandażowane i nie trzeba było długo myśleć nad powodem tego opatrunku. 
-To przez niego synku..-wskazała palcem na stojącego w drzwiach Louisa. Było mi tak wstyd i smutno. Jak ona mogła tak traktować osobę, której nie zna? Pomijając ostatnie wydarzenia i jej zachowania w nich, które wprawiły mnie w totalne osłupienie. 
-Nie mów tak. Proszę skończ.- prawie szepnąłem chwytając ją za rękę. Jej szczupły nadgarstek wyślizgnął się z mojej dłoni a ona położyła się na boku odwracając się do mnie plecami. Odwróciłem się w nadziei, że napotkam szare oczy bruneta, ale tak się nie stało. Nie było go.

Wstałem zbierając po drodze kilkanaście zużytych chusteczek i wrzucając je do kosza na śmieci. Pościeliłem starannie łóżko wychodząc z niego pierwszy raz tego dnia. Spojrzałem na zegar. 17:03. Jeszcze cztery dni temu byłem w ramionach Louisa. Jeszcze cztery dni temu obiecywał, że nigdy mnie nie zostawi. Od czterech dni nie mam pojęcia gdzie on się podziewa. Gdzie mieszka, czy ma co jeść, czy jest mu ciepło.
-Harry, ja i matka chcemy Cię widzieć na dole.- powiedział mój ojciec uchylając drzwi do mojego pokoju. Potem zrobił coś czego nigdy w życiu nie spodziewałbym się po nim. Uśmiechnął się do mnie. Co prawda nie był to duży uśmiech, ale był szczery i to było zaskakujące. Od wtorku ojciec jest w domu razem ze mną i matką. Wziął kilka dni wolnego aby wyjaśnić całą sytuację i mieć oko na mamę. Niechętnie ubrałem dresy, które leżały kolo łóżka i wszedłem po schodach przy okazji potykając się o szarą walizkę.
Po co komu tak wielka walizka?
Rodzice siedzieli na sofie wtuleni w siebie. Rozmawiali o czymś jednak nie na tyle głośno abym mógł ich usłyszeć.
-Harry, nie będzie mnie przez pewien czas. Twój ojciec, Dominic powiedział, że muszę zostać na obserwacji w szpitalu. Nie potrwa to jednak długo.- powiedziała moja matka stojąc naprzeciwko mnie. Przez cały ten czas usmiechała się do mnie co mnie lekko przerażało, ponieważ ona naprawdę nigdy się nie uśmiechała.
-Anne, proszę idź już do auta. Przyniosę twoją walizkę.- rzekł mój tata kładąc rękę na jej drobnym ramieniu. Przytaknęła o po pocałowaniu mnie w policzek pobiegła wręcz w skowronkach w stronę drzwi.
-Co jej jest?-rzuciłem prosto z mostu wciąż będąc w lekkim szoku. Zachowanie ojca również mnie dziwiło. Już od dawna nie był tak czuły dla mojej matki. Jeżeli w ogóle kiedykolwiek był. Raz gdy spytałem mamę dlaczego tak właściwie jest z moim ojcem odpowiedziała, że Dominic pochodzi z bogatej rodziny, ona również i tak wypadało. Dla mnie to było i jest absurdem. Dlaczego ludzie kierują się tym czy dana osoba jest zamożna i dzielą się na "kategorie"?
-Lekarz, z którym rozmawiałem w szpitalu poinformował mnie, że psycholog, który miał okazję przyjąć Anne stwierdził u niej zaburzenia psychiczne.-powiedział a mnie zamurowało.- Bardzo poważne i do tego nasilające się.- dodał kładąc rękę na moim ramieniu.
-Co to znaczy? Gdzie ją zabierasz?-zapytałem wymachując rękami na lewo i prawo. Byłem zdezorientowany wściekły.
-Harry, spokojnie. Twoja matka spędzi trochę czasu w specjalnym ośrodku. Jest zupełnie bezpieczny.-rzekł a jego słowa uderzyły we mnie jakby ktoś przywalił mi mocno w szczękę.
Moja matka jest psychopatką?
Czy to dlatego tak przesadnie zareagowała?
-Według lekarzy Ann ma schizofrenię.-poinformował mnie a ja naprawdę już miałem tego dosyć. Zbyt dużo informacji na raz. Nie potrafiłem w tamtym momencie tego wszystkiego przetrawić. Zdecydowanie potrzebowałem czasu i spokoju.
-Dobrze.-szepnąłem cofając się w stronę schodów. Chwilę później wpadłem na nie szybko wbiegając na górę do pokoju. Opadłem zrezygnowany na łóżko strącając tym samym kilka ciemnych poduszek na podłogę.
Oddychaj.
Wdech i wydech.
Wdech i wydech.
Wdech.
Wydech.
Wdech.
Wyd...
Usłyszałem dźwięk odpalanego silnika a później rozsuwającej się, żelaznej bramy.
Pojechali.
A moja matka jest wariatką.
Moje palce napotkały ponownie ciemną i miękką bluzę, którą ubrałem na siebie. Była na mnie minimalnie za duża, ale ja w prawdzie lubię takie ubrania. Usłyszałem odgłos pukania. Najpierw myślałem, że to do drzwi jednak byłem pewien, że to dochodzi z okna. Podeszłem do niego i zobaczyłem znajomą, zakapturzoną postać.
To nie może być prawda.
Moje serce momentalnie przyśpieszyło widząc jego lekki, pełen nadziei uśmiech i zmęczone spojrzenie. Otwarłem szybko okno i pozwoliłem wejść brunetowi do środka. Staliśmy przez chwilę naprzeciwko siebie lustrując się wzajemnie wzrokiem. Jeżeli mam być szczery to wyglądał fatalnie. Jego włosy były roztrzepane w przeróżne strony, kilkudniowy zarost zagościł na jego twarzy a czerwone oczy kleiły się z powodu braku snu.
-Źle wyglądasz Louis.- stwierdziłem wskazując na łóżko aby usiadł. siadając zdjął czarne buty i postawił w kącie pokoju.
-Ty także nie kipisz radością.-odpowiedział tym swoim drobnym, delikatnym głosem. Stojąc tak przed nim zastanawiałem się nad wieloma rzeczami.
Jak on mógł się czuć słysząc tak ie słowa o sobie ze strony mojej mamy?
Gdzie wtedy się podział?
Zależy mu na mnie?
-Tęskniłem bardzo.- szepnął a ja usiadłem na nim wplatając dłonie w jego włosy. Były szorstkie w dotyku, ale nie przeszkadzało mi to. To był mój Louis. Ten bezradny, potrzebujący mojej opieki. Takiego go poznałem i takiego go widzę ponownie.
-Ja też.- odpowiedziałem uśmiechając się do niego.
-Gdzie twoja mama?-spytał spuszczając głowę. Nie patrzył na mnie a jego ręce lekko się trzęsły. Pocierałem dłońmi o jego skronie próbując go uspokoić.
-Nie ma jej Lou. Musi zostać na obserwacji w jakimś innym szpitalu.- powiedziałem oszczędzając mu szczegółów. nie chciałem zamartwiać go moimi problemami skoro swoich miał nie mniej.
-Harry mogę wziąć prysznic?-zapytał a ja tylko się zaśmiałem, po czym wstałem z jego kolan aby mógł pokierować się do łazienki. W między czasie gdy brunet był pod prysznicem przygotowałem dla niego jego ulubione ubranie. Bluzę i dresy. Przechodząc koło lutra w stronę drzwi łazienkowych zorientowałem się , że wciąż mam na sobie bluzę Louisa. Uśmiechnąłem się pod nosem po czym wszedłem do łazienki wcześniej uprzedzając Louisa o mojej obecności tam.
-Przyniosłem Ci ubranie.-powiedziałem kładąc je na komodzie.
-Zostań jeśli chcesz, ja zaraz wychodzę.- zawołał próbując przekrzyczeć strumień wody. Usiadłem więc na pufie czekając na bruneta. Chwilę później prysznic ucichł a ja ujrzałem Louisa odzianego jedynie w czarny ręcznik zawieszony na jego biodrach.
Taki idealny.
Lou włożył na siebie bluzę oraz dresy, które mu przyniosłem a po uczesaniu sobie włosów i umyciu zębów przenieśliśmy się do mojego pokoju.
-Gdzie się podziewałeś?-spytałem bojąc się odpowiedzi. Nie wiem czy miałem ochotę wysłuchiwać tego, że spał na takim mrozie w jakiś starych melinach.
-To tu to tam.-powiedział a widząc moją minę dodał.- Harry poradziłem sobie, jak zwykle.
Przysunąłem go bliżej siebie wtulając się w jego tors. Było mi tak okropnie przykro.
-Louis, proszę powiedz mi, że poszedłeś do Nicka podpisać tę umowę.-zagadnąłem w nadziei, że nie był taki bezmyślny. To była jego wielka szansa, której moim zdaniem nie powinno się marnować.
-Tak byłem.-odpowiedział a mi spadł kamień z serca.- Jesteśmy umówieni na następny tydzień, bo mam pokazać mu moje teksty, które napisałem.- dodał uśmiechając się do mnie. Zobaczyłem, że jest kompletnie wykończony więc zaproponowałem aby się położył. Louis nie sprzeciwiał się długo ku mojemu zdziwieniu i już kilka minut potem spał w moim łóżku przykryty ciepłą kołdrą. Słysząc podjeżdżający na podjazd samochód zszedłem na dół. Sprawdziłem kilka razy czy aby na pewno zamknąłem za sobą drzwi do sypialni, ponieważ nie miałem ochoty stanąć w sytuacji, gdy mój ojciec napotyka w moim łóżku obcego faceta.
-Dobrze, że jesteś. Chciałem z Tobą pomówić.- odparł mój ojciec siadając na sofie. Usiadłem naprzeciwko niego lustrując go wzrokiem. Od kilku dni jest dla mnie nad wyraz miły. Nie obrażał mnie, nie docinał.
-Słuchaj, kim był ten mężczyzna z Tobą w szpitalu? -spytał a ja momentalnie spiąłem się cały. Nie byłem pewien co mam odpowiedzieć, ponieważ czy uwierzyłby mi w to, że Louis to mój kolega ze szkoły?
-Kolega.-wypaliłem patrząc mu prosto w oczy. Tata zlustrował mnie i uśmiechnął się pod nosem.
-Jasne.- prychnął na moje słowa kręcąc głową.- Harry widać, że facet jest od Ciebie starszy. Wyglądał mi na przynajmniej 20 lat.-dodał ostrzej.
-Tato..-szepnąłem nie widząc co mu powiedzieć. Nie jest głupi. On już wie.
-Jesteś gejem?- spytał a ja tylko miałem spuszczoną głowę i wzrok wbity w jego czarne, polakierowane buty.
-Jeżeli tak, to przemyśl to czy aby na pewno chcesz nim być.- powiedział chwytając mnie za szczękę tak bym na niego spojrzał. W jego oczach dostrzegłem niedowierzanie, ale i obrzydzenie do mojej osoby.- Bo ja tego nie toleruję.
Po tych słowach wyszedł z salonu zostawiając mnie zupełnie samego. Pokierowałem się do pokoju, w którym spokojnie spał Louis. Jego klatka piersiowa powoli podnosiła się oraz opadała. Był spokojny a rysy jego twarzy łagodne. Zamknąłem za sobą drzwi na klucz i podszedłem do łóżka opadając na nie. Przekręciłem się tak by mieć dobry widok na piękną twarz Louisa. Przejechałem opuszkami po linii jego szczęki. Zatrzymałem się przy miękkich, różowych ustach.
-Dopóki jestem z Tobą, wszystko jest dobrze.- szepnąłem uśmiechając się przez napływające mi łzy do oczu.
Jestem taki słaby bez niego.
_____________________________________________
Hej kochani, jak wam się podoba rozdział?
Po ostatnim rozdziale usłyszałam kilka niemiłych uwag na temat tego, że rozdział był niezrozumiały i chaotyczny. Pomijając, że zachowanie matki było przesadzone. Myślę, że w tym rozdziale zostało wyjaśnione dlaczego matka zachowała się tak a nie inaczej :) Po za tym jestem otwarta na krytykę i rozumiem, nie każdemu musi się wszystko podobać, ja chcę aby podobało wam się i to dobrze, że wyrażacie własne zdanie. :)
Mam nadzieje, ze wiecie- dłuższa kursywa oznacza wspomnienie ( tak jak powyżej) :)
Komentujcie jak również piszcie na tt ;)

snapchat: kroliania69
twitter i wattpad