niedziela, 13 marca 2016

"Jestem dla Ciebie, zawsze"

Nadeszła wyczekiwana przez Louisa środa. Umówiłem się z nim przed studiem 15 minut przed jego wizytą z Olafem. Obiecałem mu, że pójdę tam z nim po skończonych lekcjach. Louis przez kilka poprzednich dni próbował mi wmówić, że na pewno coś pójdzie mu nie tak doprowadzając mnie tym do szału. Jak na razie wciąż mieszka u mnie. Nie jestem pewien ile będę w stanie go ukrywać przed ojcem, który ostatnio często jest w domu. Wiem, że zrobię wszystko aby mu pomóc. Nie pozwolę aby tak osoba jak on spała na ulicy. Kierując się w stronę studia rozmyślałem nad tym w jaki sposób przekonać chociaż trochę Louisa do samego siebie. Nie może tak źle o sobie myśleć, to nie jest normalne zachowanie. On ma poważny problem, do którego za nic nie chce się przyznać.
-Harry?- usłyszałem za sobą a odwracając się napotkałem głęboko niebieskie oczy i jasne, postawione na żelu włosy. Blondyn był ode mnie trochę wyższy i uśmiechał się od ucha do ucha uwidaczniając schludny aparat na zęby. Trzeba było naprawdę zwrócić uwagę aby dostrzec białe druciki, które wtapiały się kolorem w zęby. Przez chwilę skanowałem go wzrokiem chcąc przypomnieć sobie kto to może być i wtedy mnie olśniło.
-Niall?- spytałem a on przytaknął szybko po czym uścisnął mnie mocno. Z Niallem znam się od pierwszej klasy podstawówki. Wtedy jeszcze mieszkałem w Wielkiej Brytanii. W szóstej klasie on przeprowadził się z powrotem do Irlandii wraz z rodzicami, gdzie był jego dom rodzinny a ja wyjechałem z moim do Norwegii. Urwały nam się kontakty i nie chcę tutaj tego zwalać na kiepski internet i brak dostępu do skype. Po prostu nasza znajomość wraz z opuszczeniem tego samego miasta i wyjechaniem- dla mnie w zupełnie nowe miejsce, dla niego w rodzinne strony- zanikła. Czasami, jeszcze kiedy nie uczęszczałem do szkoły średniej, wspominałem go. Spędziliśmy naprawdę wspaniałe chwilę a Niall był moim jedynym i najlepszym kumplem.
-Prawie nic się nie zmieniłeś.- powiedział irlandzkim akcentem mierzwiąc mi włosy. Zaśmiałem się cicho, ponieważ pomimo tylu lat nieutrzymywania kontaktu on zachowuje się jakbyśmy widywali się codziennie. Cały Niall. Nigdy nie spotkałem bardziej otwartej osoby. -No może trochę wyprzystojniałeś.- zaczął się uroczo śmiać lekko mnie popychając. Ile w tym małym ciele energii? Jego nogi wyglądały jak ostatnim razem gdy się widzieliśmy, jak patyki. Na rękach miał lekko zarysowane mięśnie a koszulka ukazywała zarośniętą klatę.
Zawsze majaczył, że chce mieć zarośniętą klatę ha.
-Ty za to trochę tak przyjacielu.- powiedziałem kładąc rękę na jego ramieniu i uśmiechając się promiennie. Przy Niallu człowiekowi nie schodzi z ust banan. On miał od kiedy pamiętam zasadę, że każdemu ładniej z uśmiechem niż łzami, więc wywołuje tylko to drugie u ludzi.
-Do prawdy?- uniósł prawą brew a jego oczy zaświeciły. W tym momencie przypomniałem sobie, że przecież jestem pilnie umówiony z Louisem. Nie mogę zawieść mojego słońca. Niall chyba zauważył moją dosyć gwałtowną zmianę nastroju przez co podszedł bliżej pytając co się stało.
-Mam ważne spotkanie, na które nie mogę się spóźnić Niall. Możemy porozmawiać, któregoś dnia w tym tygodniu? Masz czas?- zapytałem szybko a moje dłonie zaczęły się pocić. Bałem się, że nie zdążę.
-Jasne Harry. Jutro o 17 w kawiarni, tej w pobliżu galerii?- zapytał Niall a ja mogłem się domyślić, że blondyn już zdążył odwiedzić moje ulubione miejsce.
-Tak, może być.- powiedziałem a idąc już szybkim krokiem w kierunku umówionego miejsca z Louisem krzyknąłem do Nialla- Do zobaczenia Horan.- na co chłopak mi odmachał z szerokim uśmiechem.
Perspektywa Louisa
Stałem przed studiem pijąc zieloną herbatę z plastikowego kubka. Byłem bardzo spragniony a ponad to zdenerwowany a tylko na to było mnie stać. Za 5 minut mam mieć spotkanie z Olafem a Harry spóźnia się już dobre 10 minut.
Przyjdzie, obiecał.
Nerwowo przebierałem nogami i rozglądałem się wokoło szukając wzrokiem brązowej burzy włosów. Usłyszałem kilkakrotnie swoje imię wypowiedziane mocnym, brytyjskim akcentem i od razu wiedziałem, że to mój Hazza. Stał naprzeciwko mnie po drugiej stronie ulicy czekając na zielone światło. Miał na sobie ciemny sięgający mu prawie do kolan płaszcz. Jasno czerwony szal w kratę otulał jego szyję a przez ramię przewiesił sobie szarą torbę na książki. Przechodząc przez pasy posłał mi przepraszający uśmiech, który w tamtej chwili był najpiękniejszym.
-Lou przepraszam za spóźnienie. Musimy iść.- powiedział ciągnąc mnie za rękaw kurtki w stronę wejścia. Szybko znaleźliśmy się w holu gdzie poinformowaliśmy młodą brunetkę o naszej obecność po czym pokierowaliśmy się w stronę windy.
-Masz papiery?- spytał Harry wchodząc za mną do windy. Przytaknąłem powolnym ruchem głowy i spuściłem ją na czarną teczkę, w której mieściła się moja przyszłość. Nie byłem całkowicie pewien czy robię dobrze podpisując te wszystkie papiery. Przeczytałem kilkakrotnie całe te formalności, cały kodeks, zasady, które wcale nie wydawały się takie straszne. Ale kto wie? Harry chwycił moją rękę złączając nasze dłonie. To dodało mi trochę otuchy. Kierując się na korytarz a potem w stronę drzwi nr 45 kilka razy zakręciło mi się w głowie, ale całe szczęście brunet mocno trzymał moją dłoń. Weszliśmy do ładnego, nowocześnie urządzonego gabinetu. Olaf siedział za dużym drewnianym biurkiem wypełniając jakieś papierki. W momencie gdy weszliśmy a on ujrzał nasze twarze, wstał i przywitał się z nami podając rękę najpierw mnie a potem Harremu.
-Siadajcie.- odparł sam zajmując swoje poprzednie miejsce. Usiadłem tuż obok Harrego wciąż mocno ściskając jego rękę.
-Co u was?- spytał pochylając się nad biurkiem i uśmiechając się promiennie w naszą stronę. Zerknąłem kątem oka na zaciśniętą szczękę Harrego. Jego policzki nabrały cieplejszego koloru a ja zastanawiałem się co jest nie tak.
-Harry przykro mi z powodu twojej matki. Mój ojciec mi powiedział, że..- zaczął Olaf, ale ja mu przerwałem.
-Olaf mam papiery. Chcesz ze mną współpracować czy porozmawiać o prywatnych sprawach rodzinnych mojego chłopaka?- zapytałem sam nie wierząc w to co mówię. Chyba nie tylko mnie zaskoczył mój nagły wybuch, ponieważ Harrego szczęka lekko się rozchyliła. Olaf kilka razy szybciej mrugnął po czym przejął ode mnie teczkę widocznie zawstydzony. Przejrzał wszystkie papiery podpisując je w miejscach gdzie było to konieczne. Po tym uśmiechnął się do mnie wręczając mi  z powrotem to co moje.
-Mam nadzieję, że współpraca z Tobą będzie równie przyjemna jak rozmowa wstępna.- wyszczerzył się sztucznie a jego słowa brzmiały tak sztucznie jak gdyby mówił je codziennie przed lustrem przynajmniej kilkanaście razy.
-Ja również.- uśmiechnął się lekko i ścisnął jego rękę wstając. Olaf podniósł się z siedzenia w tym samym momencie to mój chłopak. Sięgnął do kieszeni spodni i wyciągnął z niej spory plik banknotów i podał mi je.
-Co pan robi?- zapytałem unosząc obie brwi ze zdziwienia. Jak mam być szczery to w życiu nie widziałem tyle banknotów.
-Zaliczka.- zaśmiał się wręczając mi je do ręki.- 2100 koron.
To jakiś żart?
Olaf widząc moją minę zaśmiał się tylko po czym odprowadził do drzwi mnie- nadal z otwartą buzią- i uśmiechniętego Harrego.
-Życzę Ci abyś wytrzymał, bo początki będą trudne.- odparł Olaf. Pożegnał się z nami a potem zamknął za nami ciężkie drzwi zostawiając nas samych na korytarzu.
-Nazwałeś mnie swoim chłopakiem?- Harry uniósł brew po czym uśmiechnął się szeroko rzucając się w moje ramiona. -Dziękuje. To było bardzo odważne z twojej strony.
-Już wolałbym nie dostać tej roboty niż pozwolić aby mój chłopak był na skraju płaczu.- powiedziałem całując go w czoło na co mruknął głośno w moje ucho.-Jestem dla Ciebie, zawsze.
Perspektywa Harrego
Kolejnego dnia po szkole pokierowałem się prosto do kawiarni, w której miałem spotkać się z Niallem. Poprzedniego dnia poinformowałem Louisa o tym, że będę trochę później i wyjaśniłem wczorajsze spóźnienie. O dziwo nie był jakoś zachwycony tym, że spotykam się dziś z Niallem, ale zapewniłem go, że nie ma się o co martwić. Wszedłem do przytulnej kawiarni a miła pani za ladą pomachała mi. Odmachałem i zawołałem do niej, że to co zawsze. Po drugiej stronie przy dwuosobowym stoliku dostrzegłem blondyna. Oczywiście uśmiechniętego.
-Hej młody.- powiedziałem przybijając z nim żółwia i siadając naprzeciwko niego. Niall prychnął na moje słowa po czym wziął łyk swojego kakao.
-Przypominam Ci, że jestem od Ciebie starszy o kilka miesięcy.- skomentował przejeżdżając ręką po swoich jasnych włosach. Nadal nie mogłem przywyknąć, ponieważ kiedy ostatnio go widziałem jego włosy były brązowe i sterczące w przeróżne strony.
-Nie ważne.. Powiedz lepiej co ty tutaj wyprawiasz? Norwegia? Oslo?- zapytałem zdziwiony. Niall powiedział, że nigdy nie przeprowadzi się w te rejony. Już wystarczyło mu, że klimat w UK jak i w Irlandii nie był rewelacyjny.
-Ojciec dostał bardzo dobrą propozycję w pracy. Ma teraz lepsze stanowisko, więcej kasy. Rozumiesz.. Po prostu nie miałem wyjścia. Musiałem. Zapewniam jednak, skończę 18 lat i spierniczam z tej Alaski.- powiedział i otulił się rękoma udając, że mu zimno na co się zaśmiałem. Zanim skomentowałem jego wypowiedź podziękowałem Lindy za ciasto oraz kawę.
-Niall to południowa Norwegia. Tu jest stosunkowo najcieplej.- puściłem mu oczko a on tylko prychnął przewracając oczami.
-Pamiętam jak kiedyś cały czas tak robiłeś gdy twoi rodzice Ci na coś nie pozwalali. Jednak się nic nie zmieniłeś. Nadal zachowujesz się jak rozkapryszony 13 latek.- zaśmiałem się a on uderzył mnie w ramię lekko pięścią również roześmiany.
-Ale chociaż zaczęły mnie interesować laski. To już czas, prawda? Swoją drogą fajne kelnerki tu macie.- powiedział puszczając komuś oczko za mną. Odwróciłem się i ujrzałem zaczerwienioną Lindy sprzątającą jeden ze stolików. Pokręciłem głową.
-Niall ona ma 32 lata.- powiedział a on rozszerzył swoje oczy przytrzymując się stołu aby nie spaść.
-Chrzanisz.- powiedział a ja ponownie wykonałem gest głową zapewniając się, że ściemniam.
-Chcę taką mamę.- rozmarzył się a ja nie mogąc uwierzyć w to co on mówi nie skomentowałem nawet jego wypowiedzi.
-A ty? Masz jakąś?- spytał puszczając mi oczko.
-No.- odparłem uśmiechając się na samą myśl o moim chłopaku.
-Jak ma na imię?- zapytał podekscytowany.
-Louis.
-Jak Louise?- spytał marszcząc brwi.
-Nie. Jak Louis.- odpowiedziałem śmiejąc się z niego.
-Ale to męskie imię.- powiedział popijając swój napój.
-Otóż to.- powiedziałem a on zachłysnął się i chwilę potem zaczął się dusić a ja musiałem mu pomóc w nabieraniu powietrza.
Nic się nie zmienił ten idiota. 
________________________________
Witajcie kochani. Przepraszam, że rozdział dopiero dziś, ale w poprzednim "poście" zamieściłam informację dlaczego właśnie takie opóźnienie nastąpiło. Teraz to już nie ważne, bo wracam do was i rozdziały będą regularnie. :) Jak wam się podoba rozdział? Pojawiła się nowa postać, która ma trochę rozpogodzić ten smutny nastrój, miejmy nadzieję, że tak będzie! 
Piszcie komentarze, które mnie bardzo motywują a ja życzę wam miłego tygodnia! 
P.S. Chciałam podziękować za wszystkie miłe komentarze pod Informacją i nie tylko, ponieważ pisaliście też na tt i życzyliście szybkiego powrotu do zdrowia, to było miłe! 
ZAPRASZAM TAKŻE NA MOJEGO SNAPA: KROLIANIA69


sobota, 12 marca 2016

Informacja

Chciałam usprawiedliwić tak chaotyczne dodawanie rozdziałów. Zdaję sobie sprawę, że na blogu byłam o rozdział do tyłu. Teraz jest już wszystko dobrze a rozdziału kolejnego jeszcze nie ma przez moją chorobę. Już mi trochę lepiej. (spokojnie to nic poważnego). Mam nadzieję, że do jutra wstawię rozdział :) Przepraszam bardzo za to opóźnienie. To samo opowiadanie możecie znaleźć na moim wattpadzie
P.S. W najbliższym czasie planuje zmienić coś w wyglądzie i zarządzaniu bloga, mam nadzieję, że wam się spodoba :)

"Dopóki jestem z Tobą.."

Siedziałem wtulony w bluzę Louisa, która zdarzyła już przesiąknąć jego zapachem. Łzy od kilku dni nie odstępowały mnie na krok a do szkoły nie byłem w stanie chodzić, więc odpuściłem sobie ten tydzień. O dziwo moja matka nie powiedziała ani słowa na to. W zasadzie to od powrotu ze szpitala nie odezwała się do mnie ani słowem. Przypominając sobie wydarzenia z poniedziałku mój żołądek mocno zacisnął się.

-Mamo co ty zrobiłaś?-zapytałem podchodząc do szpitalnego łóżka, w którym leżała. Prawe ramię miała zabandażowane i nie trzeba było długo myśleć nad powodem tego opatrunku. 
-To przez niego synku..-wskazała palcem na stojącego w drzwiach Louisa. Było mi tak wstyd i smutno. Jak ona mogła tak traktować osobę, której nie zna? Pomijając ostatnie wydarzenia i jej zachowania w nich, które wprawiły mnie w totalne osłupienie. 
-Nie mów tak. Proszę skończ.- prawie szepnąłem chwytając ją za rękę. Jej szczupły nadgarstek wyślizgnął się z mojej dłoni a ona położyła się na boku odwracając się do mnie plecami. Odwróciłem się w nadziei, że napotkam szare oczy bruneta, ale tak się nie stało. Nie było go.

Wstałem zbierając po drodze kilkanaście zużytych chusteczek i wrzucając je do kosza na śmieci. Pościeliłem starannie łóżko wychodząc z niego pierwszy raz tego dnia. Spojrzałem na zegar. 17:03. Jeszcze cztery dni temu byłem w ramionach Louisa. Jeszcze cztery dni temu obiecywał, że nigdy mnie nie zostawi. Od czterech dni nie mam pojęcia gdzie on się podziewa. Gdzie mieszka, czy ma co jeść, czy jest mu ciepło.
-Harry, ja i matka chcemy Cię widzieć na dole.- powiedział mój ojciec uchylając drzwi do mojego pokoju. Potem zrobił coś czego nigdy w życiu nie spodziewałbym się po nim. Uśmiechnął się do mnie. Co prawda nie był to duży uśmiech, ale był szczery i to było zaskakujące. Od wtorku ojciec jest w domu razem ze mną i matką. Wziął kilka dni wolnego aby wyjaśnić całą sytuację i mieć oko na mamę. Niechętnie ubrałem dresy, które leżały kolo łóżka i wszedłem po schodach przy okazji potykając się o szarą walizkę.
Po co komu tak wielka walizka?
Rodzice siedzieli na sofie wtuleni w siebie. Rozmawiali o czymś jednak nie na tyle głośno abym mógł ich usłyszeć.
-Harry, nie będzie mnie przez pewien czas. Twój ojciec, Dominic powiedział, że muszę zostać na obserwacji w szpitalu. Nie potrwa to jednak długo.- powiedziała moja matka stojąc naprzeciwko mnie. Przez cały ten czas usmiechała się do mnie co mnie lekko przerażało, ponieważ ona naprawdę nigdy się nie uśmiechała.
-Anne, proszę idź już do auta. Przyniosę twoją walizkę.- rzekł mój tata kładąc rękę na jej drobnym ramieniu. Przytaknęła o po pocałowaniu mnie w policzek pobiegła wręcz w skowronkach w stronę drzwi.
-Co jej jest?-rzuciłem prosto z mostu wciąż będąc w lekkim szoku. Zachowanie ojca również mnie dziwiło. Już od dawna nie był tak czuły dla mojej matki. Jeżeli w ogóle kiedykolwiek był. Raz gdy spytałem mamę dlaczego tak właściwie jest z moim ojcem odpowiedziała, że Dominic pochodzi z bogatej rodziny, ona również i tak wypadało. Dla mnie to było i jest absurdem. Dlaczego ludzie kierują się tym czy dana osoba jest zamożna i dzielą się na "kategorie"?
-Lekarz, z którym rozmawiałem w szpitalu poinformował mnie, że psycholog, który miał okazję przyjąć Anne stwierdził u niej zaburzenia psychiczne.-powiedział a mnie zamurowało.- Bardzo poważne i do tego nasilające się.- dodał kładąc rękę na moim ramieniu.
-Co to znaczy? Gdzie ją zabierasz?-zapytałem wymachując rękami na lewo i prawo. Byłem zdezorientowany wściekły.
-Harry, spokojnie. Twoja matka spędzi trochę czasu w specjalnym ośrodku. Jest zupełnie bezpieczny.-rzekł a jego słowa uderzyły we mnie jakby ktoś przywalił mi mocno w szczękę.
Moja matka jest psychopatką?
Czy to dlatego tak przesadnie zareagowała?
-Według lekarzy Ann ma schizofrenię.-poinformował mnie a ja naprawdę już miałem tego dosyć. Zbyt dużo informacji na raz. Nie potrafiłem w tamtym momencie tego wszystkiego przetrawić. Zdecydowanie potrzebowałem czasu i spokoju.
-Dobrze.-szepnąłem cofając się w stronę schodów. Chwilę później wpadłem na nie szybko wbiegając na górę do pokoju. Opadłem zrezygnowany na łóżko strącając tym samym kilka ciemnych poduszek na podłogę.
Oddychaj.
Wdech i wydech.
Wdech i wydech.
Wdech.
Wydech.
Wdech.
Wyd...
Usłyszałem dźwięk odpalanego silnika a później rozsuwającej się, żelaznej bramy.
Pojechali.
A moja matka jest wariatką.
Moje palce napotkały ponownie ciemną i miękką bluzę, którą ubrałem na siebie. Była na mnie minimalnie za duża, ale ja w prawdzie lubię takie ubrania. Usłyszałem odgłos pukania. Najpierw myślałem, że to do drzwi jednak byłem pewien, że to dochodzi z okna. Podeszłem do niego i zobaczyłem znajomą, zakapturzoną postać.
To nie może być prawda.
Moje serce momentalnie przyśpieszyło widząc jego lekki, pełen nadziei uśmiech i zmęczone spojrzenie. Otwarłem szybko okno i pozwoliłem wejść brunetowi do środka. Staliśmy przez chwilę naprzeciwko siebie lustrując się wzajemnie wzrokiem. Jeżeli mam być szczery to wyglądał fatalnie. Jego włosy były roztrzepane w przeróżne strony, kilkudniowy zarost zagościł na jego twarzy a czerwone oczy kleiły się z powodu braku snu.
-Źle wyglądasz Louis.- stwierdziłem wskazując na łóżko aby usiadł. siadając zdjął czarne buty i postawił w kącie pokoju.
-Ty także nie kipisz radością.-odpowiedział tym swoim drobnym, delikatnym głosem. Stojąc tak przed nim zastanawiałem się nad wieloma rzeczami.
Jak on mógł się czuć słysząc tak ie słowa o sobie ze strony mojej mamy?
Gdzie wtedy się podział?
Zależy mu na mnie?
-Tęskniłem bardzo.- szepnął a ja usiadłem na nim wplatając dłonie w jego włosy. Były szorstkie w dotyku, ale nie przeszkadzało mi to. To był mój Louis. Ten bezradny, potrzebujący mojej opieki. Takiego go poznałem i takiego go widzę ponownie.
-Ja też.- odpowiedziałem uśmiechając się do niego.
-Gdzie twoja mama?-spytał spuszczając głowę. Nie patrzył na mnie a jego ręce lekko się trzęsły. Pocierałem dłońmi o jego skronie próbując go uspokoić.
-Nie ma jej Lou. Musi zostać na obserwacji w jakimś innym szpitalu.- powiedziałem oszczędzając mu szczegółów. nie chciałem zamartwiać go moimi problemami skoro swoich miał nie mniej.
-Harry mogę wziąć prysznic?-zapytał a ja tylko się zaśmiałem, po czym wstałem z jego kolan aby mógł pokierować się do łazienki. W między czasie gdy brunet był pod prysznicem przygotowałem dla niego jego ulubione ubranie. Bluzę i dresy. Przechodząc koło lutra w stronę drzwi łazienkowych zorientowałem się , że wciąż mam na sobie bluzę Louisa. Uśmiechnąłem się pod nosem po czym wszedłem do łazienki wcześniej uprzedzając Louisa o mojej obecności tam.
-Przyniosłem Ci ubranie.-powiedziałem kładąc je na komodzie.
-Zostań jeśli chcesz, ja zaraz wychodzę.- zawołał próbując przekrzyczeć strumień wody. Usiadłem więc na pufie czekając na bruneta. Chwilę później prysznic ucichł a ja ujrzałem Louisa odzianego jedynie w czarny ręcznik zawieszony na jego biodrach.
Taki idealny.
Lou włożył na siebie bluzę oraz dresy, które mu przyniosłem a po uczesaniu sobie włosów i umyciu zębów przenieśliśmy się do mojego pokoju.
-Gdzie się podziewałeś?-spytałem bojąc się odpowiedzi. Nie wiem czy miałem ochotę wysłuchiwać tego, że spał na takim mrozie w jakiś starych melinach.
-To tu to tam.-powiedział a widząc moją minę dodał.- Harry poradziłem sobie, jak zwykle.
Przysunąłem go bliżej siebie wtulając się w jego tors. Było mi tak okropnie przykro.
-Louis, proszę powiedz mi, że poszedłeś do Nicka podpisać tę umowę.-zagadnąłem w nadziei, że nie był taki bezmyślny. To była jego wielka szansa, której moim zdaniem nie powinno się marnować.
-Tak byłem.-odpowiedział a mi spadł kamień z serca.- Jesteśmy umówieni na następny tydzień, bo mam pokazać mu moje teksty, które napisałem.- dodał uśmiechając się do mnie. Zobaczyłem, że jest kompletnie wykończony więc zaproponowałem aby się położył. Louis nie sprzeciwiał się długo ku mojemu zdziwieniu i już kilka minut potem spał w moim łóżku przykryty ciepłą kołdrą. Słysząc podjeżdżający na podjazd samochód zszedłem na dół. Sprawdziłem kilka razy czy aby na pewno zamknąłem za sobą drzwi do sypialni, ponieważ nie miałem ochoty stanąć w sytuacji, gdy mój ojciec napotyka w moim łóżku obcego faceta.
-Dobrze, że jesteś. Chciałem z Tobą pomówić.- odparł mój ojciec siadając na sofie. Usiadłem naprzeciwko niego lustrując go wzrokiem. Od kilku dni jest dla mnie nad wyraz miły. Nie obrażał mnie, nie docinał.
-Słuchaj, kim był ten mężczyzna z Tobą w szpitalu? -spytał a ja momentalnie spiąłem się cały. Nie byłem pewien co mam odpowiedzieć, ponieważ czy uwierzyłby mi w to, że Louis to mój kolega ze szkoły?
-Kolega.-wypaliłem patrząc mu prosto w oczy. Tata zlustrował mnie i uśmiechnął się pod nosem.
-Jasne.- prychnął na moje słowa kręcąc głową.- Harry widać, że facet jest od Ciebie starszy. Wyglądał mi na przynajmniej 20 lat.-dodał ostrzej.
-Tato..-szepnąłem nie widząc co mu powiedzieć. Nie jest głupi. On już wie.
-Jesteś gejem?- spytał a ja tylko miałem spuszczoną głowę i wzrok wbity w jego czarne, polakierowane buty.
-Jeżeli tak, to przemyśl to czy aby na pewno chcesz nim być.- powiedział chwytając mnie za szczękę tak bym na niego spojrzał. W jego oczach dostrzegłem niedowierzanie, ale i obrzydzenie do mojej osoby.- Bo ja tego nie toleruję.
Po tych słowach wyszedł z salonu zostawiając mnie zupełnie samego. Pokierowałem się do pokoju, w którym spokojnie spał Louis. Jego klatka piersiowa powoli podnosiła się oraz opadała. Był spokojny a rysy jego twarzy łagodne. Zamknąłem za sobą drzwi na klucz i podszedłem do łóżka opadając na nie. Przekręciłem się tak by mieć dobry widok na piękną twarz Louisa. Przejechałem opuszkami po linii jego szczęki. Zatrzymałem się przy miękkich, różowych ustach.
-Dopóki jestem z Tobą, wszystko jest dobrze.- szepnąłem uśmiechając się przez napływające mi łzy do oczu.
Jestem taki słaby bez niego.
_____________________________________________
Hej kochani, jak wam się podoba rozdział?
Po ostatnim rozdziale usłyszałam kilka niemiłych uwag na temat tego, że rozdział był niezrozumiały i chaotyczny. Pomijając, że zachowanie matki było przesadzone. Myślę, że w tym rozdziale zostało wyjaśnione dlaczego matka zachowała się tak a nie inaczej :) Po za tym jestem otwarta na krytykę i rozumiem, nie każdemu musi się wszystko podobać, ja chcę aby podobało wam się i to dobrze, że wyrażacie własne zdanie. :)
Mam nadzieje, ze wiecie- dłuższa kursywa oznacza wspomnienie ( tak jak powyżej) :)
Komentujcie jak również piszcie na tt ;)

snapchat: kroliania69
twitter i wattpad 

niedziela, 28 lutego 2016

"Nigdy Cię nie zostawię"

Perspektywa Louisa
W momencie gdy usłyszałem z korytarza kobiecy głos i jej mocny, brytyjski akcent wiedziałem, że była to matka Harrego. Moje tętno przyśpieszyło a ja przez stres, który mnie ogarnął upuściłem wazon, który wcześniej starannie wycierałem ścierką. Spojrzałem w stronę korytarza gdzie najpierw odnalazłem pełne obawy, zielone oczy bruneta. Koło niego przeszła wysoka, szczupła kobieta. Na oko miała ponad 30 lat. Jej ciemnozielone oczy nieprzyjaźnie wpatrywały się we mnie i lustrowały moje całe ciało. Harry stał skulony jak szczeniak, który przez chwilą został ukarany. Nie mogłem znieść go w takim stanie. Kobieta wypięła pierś do przodu starając się jeszcze bardziej podkreślić to jak ważna jest w tym domu.
-Kim jesteś?- spytała posyłając mi nieprzyjazne spojrzenie. Patrzyła na mnie z taką nienawiścią. Z kolei z drugiej strony miałem wrażenie, że jest zagubiona i przerażona tym co może zaraz usłyszeć.
-Mamo przecież mówiłem, że..- Harry nie dokończył, ponieważ kobieta odwróciła się w jego stronę strącając przy tym jeden z już wyczyszczonych przeze mnie wazonów. Odłamki porcelany znalazły się pod ich nogami, tak samo jak woda i zgniecione róże. Potem wymierzyła Harremu mocny cios w policzek z otwartej dłoni a ja poczułem ukłucie w sercu. Podbiegłem do nich i odciągnąłem ją od młodszego stając między nimi. Kobieta ewidentnie była zaskoczona moją reakcją. Otworzyła szerzej oczy ze zdziwienia a prawą dłoń ułożyła tuż nad sercem wciągając mocno powietrze.
-Jak śmiesz w ogóle mnie dotykać?!- warknęła unosząc brwi.
-Jestem tylko przyjacielem Pani syna. Ze szkoły. Dlaczego tak Pani reaguje?- wyskoczyłem na nią z wyrzutami oczekując jakieś sensownej odpowiedzi. Ona jednak wskazała na drzwi wyjściowe i popchnęła mnie w ich stronę na tyle mocno abym się zachwiał.
-Wyjdź!- krzyknęła chwytając się za głowę. Podeszła do najbliższej ściany i zaczęła w nią walić rękoma. Nie mogłem uwierzyć w to co widzę. Była niezrównoważona.
-Mamo przestań!- usłyszałem błagalny pisk bruneta. Podszedłem do niego ujmując jego dłonie i złączając je ze swoimi. - Musisz wyjść.. Proszę. Nie chcę aby Ci się coś stało.- szepnął do mnie a moje oczy zaszły łzami. Bałem się o to co może ta kobieta zrobić Harremu.
-Odsuń się do cholery od mojego syna!- usłyszałem za sobą krzyk a potem mama Harrego chwyciła za moją koszulkę i wyprowadziła na korytarz.
-Nie chcę Cię już nigdy więcej widzieć w tym domu.- powiedziała podając mi moją kurtkę.- Zrozumiałeś? A teraz wyjdź!- podniosła głos wyrzucając mnie za drzwi. Chwilę pod nimi stałem cały zalany łzami. Słyszałem krzyki i głośne pochlipywanie Harrego. Kilka razy klamka poruszyła się lub drzwi uchyliły, ale w finale tylko po to aby kilka sekund później głośno ktoś je zamknął. Kiedy odwróciłem się na palcach aby opuścić posesję, ktoś otworzył drzwi i wyszedł na pole. Stanąłem twarzą w twarz z matką bruneta. Była ode mnie trochę niższa i drobniejsza. Popchnęła mnie do tyłu tak, że spadłem z dwóch schodków na tyłek.
-Jeszcze raz Cię tutaj zobaczę a zadzwonię na policję. Albo po właściwych ludzi, którzy zabierają takich nieudaczników jak ty i zabijają!- krzyknęła a ja przez chwilę myślałem, że się przesłyszałem, ale w chwili gdy wyciągnęła zza siebie nóż wstałem i nie patrząc za siebie po prostu biegłem. Łzy nadal lały się ciurkiem po moich policzkach jednak ja nie zwracałem na nie uwagi. Bałem się co taka osoba jak ona może zrobić mojemu Harremu. Nie wiem ile dokładnie biegłem, ale gdy wreszcie czułem się bezpieczniej zwolniłem i zrozumiałem, że znajduję się w centrum miasta. Nie chciałem tu być. Potrzebowałem spokoju. Skierowałem się więc do parku, tam gdzie zawsze chodziliśmy wraz z Harrym. Usiadłem na jednej z pobliskich ławek niedaleko fontanny i wpatrywałem się w nią aż do momentu gdy moje oczy mimowolnie zaczynały się kleić aż wreszcie zasnąłem.
Perspektywa Harrego
Męska dziwka.
Myślisz, że jemu zależy na Tobie? Zależy mu na kasie.
Brudas.
Czym w ogóle są jego rodzice?
Jest bezwartościowym gównem, którym także się staniesz zadając się z nim.
Słowa mojej matki wciąż odbijały się echem w mojej czaszce gdy biegłem cały przemoczony w stronę parku. Deszcz padał i byłem prawie pewien, że zaraz nastanie burza. Na polu robiło się ciemno. Rana na twarzy po uderzeniu przez nią robiła się coraz bardziej wypukła oraz sina. Podobnie jak ta, którą mi zadała nieco potem w ramię odłamkiem szkła.
Muszę go znaleźć.
Tylko to miałem w głowie. Musiałem odnaleźć Louisa za wszelką cenę. Wiem, że może się to wydawać szalone, ale czuję do niego coś więcej niż tylko przyjaźń. Przez te ostatnie dwa tygodnie tak bardzo się zbliżyliśmy do siebie, że czuje jakby był dla mnie jedną z najważniejszych osób. Jeżeli nie najważniejszą. Dotarłszy do miejsca koło fontanny dostrzegłem małą postać, skuloną na ławce.
To on.
Podbiegłem w tamto miejsce a z każdym kolejnym krokiem byłem bardziej pewien, że to on.
-Louis!- krzyknąłem a chłopak otworzył opuchnięte od płaczu oczu. Widząc mnie wstał i podbiegłem rzucając się w moje ramiona.
-Tak się bałem o Ciebie.- szepnąłem w jego ramię mocniej przyciągając go do siebie. Louis również zacieśnił uścisk a ja mimo tego, że robił to o wiele za mocno nic nie powiedziałem.
-Ja o Ciebie również kochanie.- chlipnął zmęczonym głosem. Przyciągnął mnie do siebie w taki sposób, że oplotłem nogi wokół jego pasa.
Nazwał mnie kochaniem. 
Zacząłem głośniej płakać wręcz zanosząc się nierównomiernie powietrzem. Praktycznie krztusiłem się wpadającymi do moim ust łzami.
-Cii..- usłyszałem. Louis jeździł oba dłońmi po moich biodrach tym samym uniemożliwiając mój upadek na ziemię.
Taki silny. 
-Nie chcę żyć jak kiedyś.- szepnął a ja otworzyłem szerzej oczy i schodząc z bruneta. Chwyciłem jego twarz w swoje ręce i ścierałem po kolei kolejne łzy.
-Nie będziesz.- obiecałem całując go krótko lecz namiętnie i z uczuciem.- Nigdy Cię nie zostawię.- powiedziałem przytulając go do siebie. Chwilę jeszcze staliśmy w takiej pozycji aż mój telefon zadzwonił. Nie wiedziałem kto to, numer nie był mi znany.
-Tak?- powiedziałem do słuchawki chcąc brzmieć jak najnormalniej chodź pojedyncze łzy nadal spływały po moich policzkach.
-Czy rozmawiam z Harrym Stylesem?- spytał głęboki, męski głos a ja miałem przeczucie, że nie ważne kto to był to stało się coś złego.
-Tak, z kim rozmawiam?- zaniepokoiłem się trochę słysząc w słuchawce dźwięk przeróżnych maszyn, rozmowy ludzi i płacz jakiegoś dziecka.
-Nazywam się Dr. Madson. Pana matka została przewieziona do naszego szpitala i jest w bardzo kiepskim stanie. Jest słaba.
Moje serce zakuło i poczułem gulę w gardle.
Co jej jest?
-Co się stało?- szepnąłem ledwo słyszalnie podtrzymując się ramienia Louisa, bo wydawało mi się, że zaraz mogę zemdleć.
-Próba samobójcza.- powiedział mężczyzna odchrząkując na końcu. Nie mogłem w to uwierzyć.. A właściwie to mogłem, ale nie docierało to do mnie. Zdawałem sobie sprawę jak bardzo chora na umyśle jest moja matka. Rzucanie rzeczami, bicie, krzyki, walenie głową i rękami w ścianę, paniczny płacz. Jednak nie przeszła mi przez myśl opcja, że może chcieć się zabić.
-Który szpital?- spytałem ochrypłym głosem. Moje oczy ponownie zalały łzy a ja czułem się coraz to słabszy.
-St. Hanshaugen.- odpowiedział a ja odłożyłem słuchawkę i szybko wpisałem w telefonie nazwę, którą podał mi lekarz. Szpital był całkiem niedaleko parku, ponieważ 10 minut piechotą.
-Harry, co się dzieje?- spytał Louis, o którego istnieniu przez chwilę zapomniałem. To wszystko przez natłok informacji, w tak małych odstępach czasu.
-Moja matka jest w szpitalu. Chciała popełnić samobójstwo.- powiedziałem kierując się w stronę szpitala asfaltową drogą. Po chwili dołączył do mnie Louis mocno ściskając moje ramię na co wypuściłem kilka łez. Wtuliłem się w niego a po chwili znowu zacząłem iść tym razem już z jego dłonią wplecioną w moją.
***
Przepychałem się między ludźmi co chwila powtarzając "Przepraszam". Szukałem lekarza, który poinformował mnie o całym zdarzeniu. Moja dłoń wciąż była spleciona z tą nieco większą bruneta. Nie patrzyłem na niego, ale w głębi wiedziałem, że jest bardzo zdenerwowany i przestraszony. Widząc starszego, szczupłego mężczyznę w białych uniformie przy jednym z pacjentów postanowiłem podjąć kolejną próbę i spytać o jego tożsamość. Podszedłem do niego i lekko musnąłem jego ramię przez co zwrócił na mnie swoją uwagę. Przez chwilę lustrował mnie swym bystrym wzrokiem, ale tylko po to aby po chwili wrócić do notatek, które sporządzał.
-Jesteś pacjentem chłopcze?- zapytał unosząc lewą brew przez co na jego czole pojawiły się małe zmarszczki.
-Nie. Pan Madson?- spytałem z nutką nadziei piskliwym głosem. Miałem już dosyć uganiania się za lekarzami i naprawdę chciałem aby to już był ten właściwy.
-Tak to ja.- odpowiedział a ja uspokoiłem swój szybki i płytki oddech.
-Jak dobrze. Dzwonił Pan do mnie w sprawie mojej matki.- powiedziałem a jego rysy twarzy złagodniały.- Gdzie ona jest?
-Tak pamiętam. Harry, jest w sali 55 na trzecim piętrze jednakże śpi. Była bardzo wymęczona a poza tym rany, które sobie zadała były dosyć głębokie przez co straciła dużo krwi. Jest osłabiona.- powiedział a ja czułem ponownie, że tracę równowagę. Nie byłem w stanie słuchać takich rzeczy o mojej matce. To co sobie zrobiła nie powinno się wydarzyć. Co ona sobie wyobrażała? Czy ona w ogóle jest poważna?
-Czy.. czy zawiadomił Pan mojego ojca?- zapytałem prawie szeptem. Poczułem mocną rękę na swoim biodrze i dziękowałem w myślach Louisowi, że mnie trzymał, ponieważ upadłbym.
-Próbowałem, ale nie odbiera naszych telefonów. Radzę w tym momencie udać się do domu i odpocząć. Rano zadzwonię do ciebie i powiadomię o stanie twojej matki.- powiedział uśmiechając się do mnie pokrzepiająco, ale w jego oczach dostrzegałem strach.
On coś ukrywa a ja muszę się dowiedzieć co.
-Zostanę.- powiedziałem i już chciałem się oddalić od niego aby zająć jakieś miejsce na korytarzu, lecz ten przytrzymał mnie za ramię.
-Naprawdę wyglądasz kiepsko.- stwierdził krzywiąc się lekko.
-Zostanę.- powtórzyłem i tym razem szybko skierowałem się w stronę sali 55. Wraz z Louisem znaleźliśmy salę i usiedliśmy przed nią na niezbyt miękkich krzesłach. Siedzieliśmy obok siebie a ja wyczuwałem między nami silną barierę. Pierwszy raz czułem coś takiego będąc w jego towarzystwie.
-Harry.. Może zadzwoń do swojego ojca. Powinien wiedzieć.- usłyszałem ciepły głos bruneta, który wciąż mocno trzymał moją trzęsącą się dłoń. Próbując mnie uspokoić zaczął jeździć swoich kciukiem po wewnętrznego stronie mojej dłoni co rzeczywiście w pewien sposób działało. Przytaknąłem i wyciągnąłem z kieszeni telefon a po wykręceniu numeru czekałem aż mój tata odbierze. Nie stało się tak jednak. Spróbowałem jeszcze kilka razy, ale za każdym razem włączała się poczta głosowa. Zrezygnowany opadłem na ramię bruneta wtulając się w jego tors.
-Nie odbiera.- szepnąłem w jego umięśnione ramię. Kolejne łzy poleciały po moich policzkach, ponieważ on nigdy nie odbierał. Nigdy się nie martwił. Nigdy nic nie czuł, był jak z kamienia.

-Wróciłem!- w mojej głowie odbił się głęboki, męski głos należący do mojego ojca. Leżałem przykładając lód do mojego bolącego oka. Wcześniej w szkole pobili mnie, ponieważ po raz kolejny jeden z chłopaków z mojej klasy obrażał moją matkę. Na co dzień słyszałem odzywki typu "Twoja matka to dziwka!" albo "Kiedy będziemy mogli zobaczyć twoją matkę bez ubrania?". Przez to, że była osobą popularną i każda gazeta pisała o niej przeróżne głupstwa dostawało się mnie. 
-A coś ty zrobił łamago?- syknął mój ojciec wchodząc do salonu i rzucając teczkę na sofę. Wyjął z barku szklankę oraz butelkę whiskey i usiadł na jednej z puf. 
-Nic wielkiego.- odpowiedziałem nie chcąc robić sobie jeszcze większych problemów.-Pobiłem się w szkole.-dodałem. Nie wyobrażałem sobie co by było gdybym powiedział, że to tylko mnie się dostało. 
-Od zawsze byłeś cipą.- zaśmiał się a szklanka poleciała na podłogę z hukiem. Ojciec nic sobie z tego nie zrobił tylko zaczął pić alkohol prosto z butelki. 
-Matka posprząta.- powiedział widząc mój wzrok utkwiony w rozbitym szkle. 
-Jak możesz tak mówić?- zapytałem wbijając w jego wzrok. Prychnął na moje słowa po czym podszedł do mnie i chwycił mnie mocno za szczękę przez co syknąłem z bólu. 
-W przeciwieństwie do ciebie mam jaja. Nie zdziwiłbym się jeżeli w przyszłości zostanie pedałem.- uśmiechnął się a wychodząc dodał.- A może już nim jesteś. Cholera wie.

Zaniosłem się płaczem na wspomnienie z przed dwóch lat. Louis przytulił mnie do siebie i pocałował w czoło przejeżdżając po moich lokach.
-Jestem tutaj.- powiedział mi do ucha muskając je przy tym ustami.- Spokojnie.
Chwilę później zasnąłem.
____________________________________
No to się porobiło.. Chcę zaznaczyć, że akcja się dopiero rozkręca a ja mam wiele pomysłów co do kolejnych rozdziałów. Piszcie jak wam się podoba, jeżeli nie tu to na moim tt :)
Wiem, że nie wstawiłam ostatnio rozdziału jednak rozdziały piszę na bieżąco a tu jestem jeden do tyłu w przeciwieństwie do wattpada, na którego wrzucam punktualnie. Myślę, że dziś lub jutro pojawi się zaległy. Jeżeli chcecie już przeczytać to jest on na moim wattpadzie.
snapchat: kroliania69
twitter 
wattpad 



niedziela, 21 lutego 2016

"Ty nigdy nie musisz pytać"

Na dole w salonie zachowałem się jak mały chłopczyk. Harry w tamtym momencie uświadomił mi, że mam od niego kilka lat więcej i powinienem być rozważniejszy oraz mądrzejszy w pewien sposób od niego. Widząc, że podoba mu się mój "atak" na niego chwyciłem jego koszulkę i rzuciłem nim na łóżko jednak niezbyt brutalnie. Usiadłem na nim okrakiem i musnąłem jego usta po czym zacząłem jeździć dłońmi po cały jego ciele co wywołało u niego dreszcze. Całowałem jego szyję nie zostawiając na niej ani jednego miejsca nietkniętego przez moje usta. Harry zdjął moją koszulkę natomiast ja zerwałem z niego podkoszulkę na co młodszy wzdrygnął się i otworzył szerzej oczy ze zdziwienia. Momentalnie przestałem rumieniąc się na co brunet uśmiechnął się i zbliżył swoją twarz do mojej.
-Nie przestawaj.- szepnął mi do ucha lekko je przygryzając na co zareagowałem ciszym mruknięciem.- Podoba mi się.
Harry położył się na łóżku podczas kiedy ja nie wiedziałem do końca co miałem dalej zrobić, ponieważ jego wcześniejsze słowa zajęły moje myśli. To w jaki sexowny sposób to powiedział jeszcze bardziej potęgowało moje rozkojarzenie. Szybko jednak wróciłem do poprzedniego stanu pochylając się nad nim na co młodszy uśmiechnął się do mnie. Udał, że robi pąpkę w rzeczywistości tylko po to aby pocałować mój nos na co się zaśmiałem. Zniżyłem się trochę chcąc wycałować cały jego lekko zarysowany tors. Harremu widocznie się to bardzo podobało, a utwierdzały mnie w tym odgłosy wydawane przez niego i szybszy oddech. Powoli zdjąłem jego spodnie, które opadły u jego kostek po czym szybko złożyłem w kostkę i położyłem obok niego na łóżku.
-Czy ty poskładałeś moje spodnie?- usłyszałem głęboki głos wydany przez bruneta. Pochylił się lekko chcąc spojrzeć mi w oczy.
-Tak, ja..- nie skończyłem, ponieważ mi przerwał.
- Lou kilka minut temu rozerwałeś moją koszulkę na strzępy a teraz składasz moje spodnie w kostkę.- zaśmiał się a ja poczułem znajome, ciepło rozchodzące się po moich policzkach i w okolicach uszu.- To najsłodsza rzecz jaką w życiu widziałem. Poważnie.- uśmiechnął się a mi zrobiło się ciepło na sercu za to co powiedział. Myślałem raczej, że mnie wyśmieje czy coś w tym stylu. On jednak jak zwykle był miły i kochany. Wróciłem spowrotem do poprzedniej pozycji wciąż górując nad młodszym. Ręką zjechałem nieco niżej i zacząłem masować go przez materiał bokserek słysząc ciche pojękiwanie, które było dla mnie jednym z najpiękniejszych melodii. Młodszy wyraźnie speszony zaczerwienił się i jestem pewien, że pierwszy raz widzę go w tak błogim stanie.
-Lou ja..- szepnął, ale nie dokończył, ponieważ momentalnie zabrałem rękę z jego krocza. Mina nastolatka była bezcenna. Widocznie był niespełniony czego oczekiwałem, ponieważ nie skończyłem z nim jeszcze. Wstałem zostawiając zdezorientowanego Harrego na łóżku. Nie pozostał jednak w jednej pozycji za długo, ponieważ w mgnieniu oka znalazł się przy mnie.
-Gdzie idziesz?- zapytał zachrypniętym głosem. Miał przyśpieszony oddech i cicho wzdychał przez sytuację, która się wydarzyła zaledwie kilka chwil temu. W tamtym momencie czułem, że góruję nad nim, był taki bezradny i potrzebował mojego dotyku. Widziałem to w jego zaszklonych oczach.
-Łazienka.- odpowiedziałem mając nadzieję, że zrozumie o co mi chodzi. Patrząc na niego w moich spodniach robiło się coraz ciaśniej i błagałem aby dał mi wreszcie pójść do tej cholerniej łazienki.
-A ja?- spytał prawie piszcząc na co wypuściłem ze świstem powietrze łapiąc za klamkę.
-Z Tobą jeszcze nie skończyłem mały.- wydusiłem z siebie zostawiając go samego w sypialni.
Perspektywa Harrego
Pojęcie co tak naprawdę stało się przed chwilą zajęło mojemu mózgowi parę dobrych chwil a gdy wreszcie uświadomiłem sobie po co Louis poszedł do łazienki błagałem aby wróciłem jak najszybciej wiedząc, że dłużej nie wytrzymam i sam dokończę to co zaczął starszy. To był mój pierwszy tak bliski stosunek z kimkolwiek. Nikt wcześniej nie dotykał mnie w taki sposób jak również przy nikim nie czułem się tak jak przy Louisie. Drzwi uchyliły się a przez nie wszedł po cichu zaróżowiony Louis w samych czarnych, lekko opuszczonych dresach.
-Chodź tu.- wskazał palcem abym zbliżył się do niego i tak też zrobiłem. Staliśmy naprzeciwko siebie a ja chwilę potem poczułem jego rękę na moim udzie, która podąża coraz wyżej i wyżej. Zrobiło mi się gorąco na samą myśl co ma się zaraz wydarzyć. Lou poluzował gumkę od moich ciemnych bokserek i jednym zwinnym ruchem ściągnął je ze mnie sprawiając, że stałem przed nim zupełnie nagi. Jego oczy zlustrowały moje całe ciało, które przeszedł przyjemny dreszcz.
-Ładny widok.- szepnął uśmiechając się pod nosem a ja poczułem się w porównaniu do niego taaaki malutki. Wydawało mi się to wręcz niemożliwe a tu proszę, Louis nie jest taki nieśmiały za jakiego się podawał. Brunet chwycił niespodziewanie za mojego członka, który tylko czekał zniecierpliwiony na jego ponowny dotyk. Ścisnął go lekko w swojej dłoni tak, że wypuściłem z siebie gardłowy jęk. Wygrał ze mną. Zdecydowanie wygrał, cholera. Niedługo po tych doszedłem na jego spodnie chcąc przerosić jednak nie byłem w stanie wydusić z siebie nawet słowa.
-Nie przejmuj się.- szepnął uwodzicielsko chwytając mnie za pośladek a ja myślałem, że zemdleję. Potem po prostu wyszedł z sypialni pozostawiając mnie w totalnym ogłupieniu.Gdy wreszcie udało mi się pozbierać sprzątnąłem z podłogi moje bokserki rzucając je do kosza na pranie w łazience. Szukając spodni dopiero po chwili przypomniałem sobie, że Louis starannie je poskładał i leżą na łóżku. Na samo wspomnienie uśmiechnąłem się, ponieważ jeszcze nikt tak bardzo mnie nie intrygował jak jego osoba. Po drodze do łazienki chwyciłem zniszczoną koszulkę wyrzucając do śmieci. Potem wziąłem orzeźwiający prysznic, próbując uspokoić mój oddech oraz myśli, które wciąż krążyły wokół tej władczej strony Louisa. Podobała mi się ona, o tak zdecydowanie była jedną z jego lepszych. Wyszedłem spod prysznica i ubierając na siebie jedynie czerwone bokserki opuściłem łazienkę. Z moich mokrych włosów wciąż leciały kropelki wody, ale nie zwracałem na to uwagi, ponieważ w sypialni na łóżku czekał Louis. Był ubrany w czarną przydługą  bokserkę sięgającą mu do połowy jego uda.
Błagam miej coś pod nią, bo zwariuje.
Uśmiechnął się do mnie po czym wstał podchodząc bliżej kładąc rękę na moim przedramieniu.
-Mogę spać dziś z Tobą?- zapytał lekko speszony. Nadal byłem zadziwiony jego tak nagłą zmianę nastrojów. Raz czerwienił się jak małe dziecko pytając o zupełnie normalne rzeczy a drugi raz nie wstydził się mówić dosłownie o rzeczach związanych z seksem i był odważny.
-Jasne, że tak.- odparłem a brunet poprowadził mnie do łóżka splatając nasze dłonie. Położył się po drugiej stronie łóżka a ja przykrywając się pościelą okryłem go mocniej widząc, że w nocy może mu być zimno. Co jak co, ale Louis łatwo się przeziębia podobnie jak ja. Gdy już leżeliśmy przykryci zamknąłem oczy i dopiero wtedy przypomniałem sobie, że jutro muszę wcześnie wstać, ponieważ idę do szkoły. Brunet tak mi zawrócił w głowie, że zupełnie zapomniałem o tym. Świadomość, że rano będę musiał opuścić Louisa i wrócić dopiero popołudniu bardzo mnie smuciła. Z rozmyślań wyrwała mnie silna ręka, która oplotła mój pas. Lou przysunął mnie do swojej klatki i czułem jak jego nos dotyka zagłębienia mojej szyi. Uśmiechnąłem się pod nosem i położyłem swoją dłoń na jego. Momentalnie poczułem jak jego całe ciało się napina a oczy otwierają.
-Mogłem, prawda?- szepnął wciąż trzymając swoją rękę w tym samym miejscu jednak czułem, że jego uścisk się trochę poluzował. Był w każdej chwili gotowy aby cofnąć rękę.
-Ty nigdy nie musisz pytać.- odpowiedziałem i dostrzegłem kątem oka jak wokół jego oczy tworzą się te przepiękne zmarszczki, które dały mi sygnał, że się uśmiechał.
Jego uśmiech jest moją nadzieją.
Potem jego dłoń zacisnęła się tak jak wcześniej w moim pasie co wywołało u mnie milion motylu w okolicach podbrzusza. Chwilę później zasnąłem będąc w pełni świadomy, że zasypiam w jego ramionach.
***
-Tak, słucham?- powiedziałem zachrypniętym głosem przecierając oczy. Ledwo trzymałem telefon przy uchu, ponieważ byłem tak zmęczony. Wczoraj z pewnością poszliśmy spać bardzo późno wiadomo z jakich powodów. Na samo wspomnienie poprzedniego wieczoru robi mi się gorąco.
-Harry, tutaj Kate. Mam przyjść dziś posprzątać i zrobić Ci jakiś obiad kochanieńki?- usłyszałem melodyjny, kobiecy głos i dopiero wtedy zrozumiałem, że to nasza gosposia, której swoją drogą nie było już kilka dni u mnie. Nie dzwoniłem do niej, ponieważ byłem za bardzo zajęty Louisem a poza tym radziliśmy sobie z przygotowywaniem posiłków.
-Myślę, że nie będzie takiej potrzeby. Odpocznij trochę, uznałem, że muszę się trochę usamodzielnić.- kobieta zaśmiała się na moje słowa po czym podziękowała i życzyła miłego dnia. Gdy rozłączyła się rzuciłem telefon na komodę i zrezygnowany opadłem z powrotem na łóżko. Zegar wskazywał 7:05 co oznacza, że za niedługo muszę się zbierać do szkoły. Brunet leżał na bok ukazując mi swoją piękną twarz. Kosmyki jego włosów opadały na jego czoło i mocno zamknięte powieki. Usta miał zaróżowione a policzki blade. Widoczne były z kolei jego rysy twarzy, które wręcz prosiły o to aby je dotknąć. Przesunąłem dłoń z mojego torsu na jego twarz muskając opuszkami każdy milimetr jego miękkiej skóry. Docierając do miejsca za prawym uchem usłyszałem cichy pomruk a potem brunet otworzył oczy.
Jakim cudem jego oczy lśnią niczym diamenty?
-Dzień dobry.- szepnął zaspanym głosem, który miałem ochotę nagrać i w kółko odsłuchiwać. Każde słowo wypowiedziane przez niego sprawiało, że pragnąłem niczego więcej jak tylko się szeroko uśmiechać. Miał piękny akcent.
-Witaj Lou.- odpowiedziałem ponownie dotykając miejsca za jego uchem na co zamknął oczy i lekko rozchylił usta.
Co do cholery? 
Czemu on wygląda jak anioł?
-Nie rób mi tak.- wręcz zaskomlał gdy moje palce przestały muskać tamto miejsce.
-Czemu?- zapytałem chociaż dobrze wiedziałem co odpowie.
Czyżby znalazł jego czuły punkt?
-To zdecydowanie mój czuły punkt.- uśmiechnął się przyciągając mnie bliżej siebie. Chciałem zostać z nim już w takiej pozycji przez kolejne kilka godzin rozmawiając o różnych, nawet najdurniejszych sprawach, ale musiałem wstać.
-Mam szkołę.- szepnąłem krzywiąc się. Louis zaśmiał się po czym wstał uprzednio całując moje czoło. Założył na siebie szare dresy, które wyciągnął z komody i wyszedł zostawiając mnie samego. Szybko ubrałem cokolwiek, umyłem zęby i doprowadziłem moje włosy do ładu co naprawdę jest nie lada wyzwaniem. Schodząc na dół usłyszałem muzykę a gdy znalazłem się w salonie Louis zamiatał.
-Co robisz?- zapytałem go zdziwiony jego czynnością.
-Sprzątam. Musisz mieć wysprzątane gdy twoi rodzice wrócą do domu. Zresztą i tak nie będę miał co do roboty a wypada mi się jakoś odpłacić za to co dla mnie robisz.- powiedział podchodząc i całując mnie w nos.
On jest taki uroczy całując mnie w nos, że zaraz zwariuje. 
-Dziękuje w takim razie!- krzyknąłem w kuchni biorąc jabłko. W momencie gdy ubierałem buty i chwyciłem plecak leżący na komodzie drzwi wejściowe otworzyły się a w progu stanęła moja matka.
____________________________
Hej! Wiem, że rozdział miał być w piątek/sobotę, ale nie dałam rady wczoraj. Dodaję go teraz samego rana (tak 13 to dla mnie rano lol). Co myślicie? Podoba wam się taka "strona" Louisa?
Zapraszam do komentowania i wyrażania swoich opinii! Możecie do mnie pisać na tt jeżeli tutaj nie dacie rady!
twitter 
wattpad
snap: kroliania69

wtorek, 16 lutego 2016

"Nie chcę Cię wykorzystywać"

Rano obudziło mnie głośne chrapanie bruneta. Leżałem wtulony w jego tors na kanapie w salonie. Udało mi się uwolnić z jego mocnego uścisku i przejść do kuchni, ponieważ byłem strasznie głodny. Postanowiłem przygotować nam jajecznicę. Nic lepszego i tak nie potrafię zrobić, więc przystałem na tym. Kilka minut później przekładałem gotowe danie na dwa białe talerze. Poczułem na sobie spojrzenie kogoś a gdy obróciłem się w stronę przejścia do salonu, ujrzałem Harrego. Miał na sobie jedynie czarne bokserki.
Spokojnie Louis, co z tego, że Harry właśnie stoi przed Tobą prawie nagi?? 
Uśmiechnąłem się do niego a on podszedł bliżej zostawiając między nami stosunkowo mało przestrzeni. Nie przeszkadzałoby mi to gdyby nie fakt, iż nie potrafiłem się skupić na niczym innym niż na myśli o nim pode mną.
Nie wolno ci tak myśleć Louis! 
Musnąłem lekko jego brzuch palcami na co wzdrygnął się i miałem idealny wgląd na jego napinające się mięśnie. Przeniosłem dłonie trochę do góry trzymając je na jego szeroko rozstawionych, idealnie zarysowanych ramionach. Wyobrażałem go sobie z mnóstwem tatuaży. To jakby idealnie na nim leżały. Na samą myśl o nim wytatuowanym i wykolczykowanych robiło mi się gorąco. Jeszcze wczoraj takiego czegoś między nami nie było. Po wczorajszym pocałunku każda nasza interakcja była o wiele bardziej intymna i czułem się jakbym naprawdę był jego. Jakby ten całus zapieczętował coś nowego w naszej znajomości. W duchu miałem nadzieje na coś więcej niż tylko zwykłą relacje koleżeńską, ale bałem się spytać o wczorajszy wieczór i jak on to odebrał. W końcu sam mnie pierwszy pocałował i złamał moją barierę. Nie żebym coś do tego miał.
-Od czasu gdy mieszkasz u mnie chce Ci powiedzieć, że każdego ranka wyglądasz olśniewająco.- powiedział prawie szeptem.
 Czy ja śnię? Wyglądam olśniewająco? Czy on chce abym ze szczęścia zaczął tutaj piszczeć i skakać przez jego ciągłe komplementy?
 Chwilę później podszedł jeszcze bliżej. Nasze klatki piersiowe prawie się stykały ja czułem jego ciepły oddech na mojej brodzie. Był ode mnie kilka centymetrów niższy, ale ja przez jego postawę nie dostrzegałem tego zupełnie. Dotknął tyłu mojego ucha swoim długim palcem wskazującym kilka razy jeżdżąc tam i z powrotem. Wszystko co robił było takie delikatne i przyjemne. Czułem jak się rozpływam przy każdym jego najmniejszym dotyku.
-Ty także wyglądasz przepięknie.- odparłem ledwo nabierając powietrza przez jego dłonie na moich biodrach. Kciukami tworzył małe kółeczka na moim podbrzuszu. Posłał mi naprawdę cudowny uśmiech, w którym dostrzegłem nadzieję? Nie jestem pewien co to było, ale wyglądał jak mały, zakochany szczeniaczek.
Zakochany.. ZAKOCHANY? O cholera.
-Ale ty piękniej.- szepnął oplatając swoje ramiona wokół mnie. Staliśmy wtuleni w siebie dobre kilka minut dopóki nie przypomniałem sobie o zapewne już zimnym śniadaniu.
-Harry.. zrobiłem śniadanie.- powiedziałem w jego tors i widziałem jego unoszące się ku górze kąciki ukazujące wgłębienia w policzkach.-.. które zapewne jest już zimne.
Oderwaliśmy się od siebie i zjedliśmy podgrzaną wcześniej w mikrofalówce jajecznice. Nie była wyśmienita chociaż brunet wciąż powtarzał, że najlepsza jaką jadł kiedykolwiek. Był naprawdę uroczy gdy próbował mnie do czegoś przekonać, ale ja wiedziałem swoje.
-Jutro idziesz do szkoły?- spytałem go uświadamiając sobie, że dziś ostatni dzień kiedy mogę się nim nacieszyć całe 24 godziny. Spojrzał na mnie nalewając sobie soku do szklanki. Uśmiechnął się lekko i pokiwał głową. Potem usiadł naprzeciw mnie i miałem deja vu. Tak samo siedzieliśmy wczoraj. Piliśmy wtedy kakao i patrzyliśmy na siebie bez żadnego słowa.
-Pójdę się ubrać.- powiedział wstając z miejsca i kierując się w stronę wyjścia na korytarz.- Tobie tez radzę Lou, ponieważ jedziemy na zakupy.- puścił mi oczko a ja nie wiedziałem o jakie zakupy mu dokładnie chodzi. Poszedłem za nim na górę i przebrałem się w swoje trochę już sprane dresy oraz zwykłą czarną koszulkę. W tym momencie wszedł Harry ubrany w czarne przylegające mu do szczupłych nóg rurki i czarną lekko prześwitującą koszulkę. Pomimo tego, że byliśmy ubrani podobnie czułem się gorszy. On wyglądał w tym zwykłym t-shircie i spodniach jak milion dolarów. Chciałem mu powiedzieć, że wygląda przepięknie, ale się wstydziłem.
-Gdzie jedziemy Hazza?- zapytałem odruchowo zdrabniając jego imię w dosyć ciekawy i uroczy sposób.
Hazza, podoba mi się.
-Hazza?- spytał prychając i przyciągając mnie do siebie.- Cóż to za zdrobnienie?
-Przepraszam, ja nie chciałem. Wiem jestem głupi. Powinien spytać.- powiedziałem głęboko oddychając a Harry momentalnie skamieniał rozluźniając swój uścisk na moich plecach.
Perspektywa Harrego
Dlaczego Louis mnie przeprosił za taką rzecz? Dlaczego powiedział, że jest głupi? Przecież zdrobnienie jakim mnie nazwał było urocze i w ogóle nie pomyślałem o tym aby się na niego wściekać. Było mi tak smutno a jednocześnie byłem zszokowany.
-Louis, dlaczego mnie przepraszasz? Miałeś prawo zdrobnić tak moje imię i to było słodkie. Uważam, że częściej powinieneś to robić.- odparłem całując go w nos. Robiąc to musiałem lekko stanąć na palcach, ale nie przeszkadzało mi to. Zobaczyłem jak wcześniej zaciśnięta szczęka Louisa nabiera znacznie łagodniejszych konturów a jego policzki nabierają różowego odcieniu co mi się bardzo podobało.
-Wracając.. Jedziemy kupić Ci jakieś ubrania, dobrze?.- powiedziałem a widząc jego skwaszoną minę dodałem.- Potrzebujesz ich Lou.
-Nie chcę Cię wykorzystywać.- powiedział chwytając mnie za nadgarstek. Po raz któryś dziś staliśmy naprzeciwko siebie i wpatrywaliśmy się w swoje twarze jak zahipnotyzowani. Między nami tworzyła się tak cholernie intymna atmosfera, która nakręcała mnie jeszcze bardziej.
-Nie wykorzystujesz.- zapewniłem go i pokierowałem go w stronę wyjścia na korytarz. Zeszliśmy na dół, ubraliśmy się i po tym jak dopilnowałem aby brunet zapiął kurtkę pod samą szyję wyszliśmy z domu. Czasem czułem się jak starsza osoba od niego musząc mu przypominać o takich rzeczach jak zapięcie kurtki. Nie przeszkadzało mi to jednak, ponieważ troszczenie o innych jest dla mnie przyjemnością. Będąc już pod galerią handlową Louis powiedział mi, że jest tutaj pierwszy raz w swoim życiu nie licząc tego razu ze mną. Przypomniałem sobie ten dzień gdy go poznałem. Jak zaufałem mu już pierwszego dnia idąc do niego do mieszkania. Był taki bezbronny i wiarygodny. Roztrzęsiony. Wchodziliśmy do wielu sklepów, w których kupiliśmy kilka par dresów i dwie jeansów. Ponadto Louis był w posiadaniu nowych bluz oraz t-shirtów. Jeżeli chodzi o bieliznę to kupiłem mu skarpetki i kilka par bokserek. Po długim i męczącym chodzeniu po sklepach usiedliśmy wreszcie w mojej ulubionej kawiarni zamawiając to co ostatnim razem.
-To jest jeszcze lepsze niż ostatnio.- zachwycał się Louis biorąc kolejny kęs ciasta a potem popijając to kawą. Na jego widok moje kąciki ust same unosiły się ku górze widząc jaki szczęśliwy jest. Zdecydowanie była to dla mnie o wiele większa nagroda niż gdybym ja sam sobie coś kupił. Po zjedzeniu jak zwykle pysznego deseru pojechaliśmy z powrotem do domu. Louis wyraźnie był zmęczony, więc postanowiłem sam wyjść z Toby'm na krótki spacer. Było naprawdę zimno, więc gdy tylko piesek się wybiegał szybkim krokiem wróciłem do domu gdzie unosił się cudowny zapach ziół i ciasta. Zastanawiałem się co Lou dobrego sobie i mnie planuje przyrządzić a gdy wszedłem do kuchni ujrzałem już piekącą się pizze w piekarniku.
-Louis sam zrobiłeś pizze?- spytałem z podziwem, ponieważ nie przypominałem sobie abym miał w zamrażarce jakiekolwiek mrożone. Brunet widocznie wystraszył się trochę mojego głosu, ponieważ podskoczył, ale gdy mnie zobaczył momentalnie na jego pięknej twarzy wrócił uśmiech. Podszedł do mnie chwytając za koszulkę i przyciągnął bliżej, co było cholernie gorące.
Każdy jego najmniejszy ruch jest gorący!! Boże, Harry uspokój się..
-Tak sam.- wyszczerzył się po czym niepewnie przybliżył się jeszcze bliżej mnie wyraźnie czekając na jakąś interakcje z mojej strony. Postanowiłem się z nim trochę pobawić. Szczerze mówiąc nigdy nie byłem jakoś dobry w flirtowaniu czy TEGO typu zagrywkach, ale właśnie dlatego potrzebowałem kogoś takiego jak Louis. Kogoś starszego. Mimo, że był bardzo nieśmiały wiedziałem, że nie jest aniołkiem. Czułem to. Włożyłem palce w jego puszyste, pozostawione w nieładzie włosy i pociągnąłem lekko drugą ręką przyciągając go bliżej siebie. Zacząłem lustrować jego całą twarz. Najchętniej wycałowałbym całe jego ciało. Każdy najmniejszy milimetr.
Jest idealny.
Jego nos jest idealnie prosty i malutki.
Jego usta tak cholernie delikatne, stworzone dla moich.
Jego oczy. Oh tak, szare, piękne duże tęczówki, na które mogę patrzeć godzinami.
Moje usta znalazły się na jego szyi i powoli zaczęły muskać jego miękką skórę. Usłyszałem ciche pomruki z jego strony i trudno było mi się powstrzymać od chociażby malutkiego uśmiechu. Zjechałem trochę niżej zostawiając malutkie zaczerwienienia na jego obojczykach po czym pociągnąłem lekko za materiał koszulki i ucałowałem kilka razy to samo miejsce na jego prawym ramieniu na co usłyszałem ciche gardłowe " Harry, proszę".
Kurwa mać.
Gdy popatrzyłem w jego oczy był jakby zdezorientowany i rozczarowany, że skończyłem. Równocześnie widziałem w nich pożądanie co mi się podobało, ponieważ takiej reakcji właśnie oczekiwałem z jego strony. Chciałem pozostawić go w niedosycie, zobaczyć co zrobi. On jednak otrząsnął się po kilku sekundach, uśmiechnął nieśmiało i zajął się wyciąganiem gotowej pizzy z piekarnika.
Jak on mnie intryguje.
Zjedliśmy przepyszną pizze przygotowaną przez bruneta oglądając jakiś durny serial o wilkołakach, który Louis jak to powiedział "musi obejrzeć" po czym poszliśmy z powrotem do kuchni pozmywać. Myłem naczynia a on je wycierał i odstawiał na ich miejsce. I czułem się dobrze, ponieważ był przy mnie. Potem postanowiliśmy obejrzeć jakiś film. Usadowiliśmy się wygodnie na sofie a ja zacząłem szukać jakiegoś ciekawego, wartego obejrzenia filmu.
-Co chciałbyś zobaczyć?- spytałem kładąc rękę na jego udzie. Przez chwilę nic nie odpowiadał po czym popatrzył na mnie uśmiechając się lekko.
-A co ty byś chciał?- odpowiedział pytaniem. To ja go spytałem co chciałby obejrzeć, czemu więc skupia się na mnie?
-Pierwszy spytałem.
-Obejrzę wszystko, co tylko ty chcesz Harry.- powiedział prawie szeptem widocznie nie chcąc dalej drążyć tej rozmowy. Ja jednak nie odpuściłem.
-Louis musisz mieć swoje zdanie. Jeżeli ktoś pyta Cię o twoje zdanie odpowiadasz. To proste. Nie możesz myśleć tylko i wyłącznie o innych.- podniosłem trochę głos spoglądając na niego.
-Ty tak robisz.- szepnął a ja wstałem z sofy. Zrobił podobnie stojąc naprzeciwko mnie.
-Ale ja Louis mam powody.- prychnąłem krzyżując ręce na klatce piersiowej.
-Widocznie ja również.
-Louis to ty byłeś w potrzebie nie ja.- powiedziałem przez zaciśnięte zęby.- Pomagam jak mogę.
-A myślisz, że ja tego nie doceniam? Cholera, nawet nie wiesz jaki jestem Ci wdzięczny.- powiedział siadając z powrotem na sofie. Nogi podwinął aż do szybko unoszącej się i opadającej klatki piersiowej.
-Straciłem ochotę na ten cały film.- powiedział patrząc gdzieś w kąt salonu. Zostawiłem go tam samego a sam pobiegłem na górę do łazienki. Wiem dobrze, że nie powinien na niego tak naskakiwać, ponieważ jest delikatny, ale irytują mnie jego niektóre zachowania. Szczególnie to jak źle o sobie myśli.
Chcę to tak bardzo zmienić.
Szybko umyłem zęby, zarzuciłem na siebie jedynie szare dresy i wyszedłem z łazienki kierując w stronę pokoju. Przechodząc obok zobaczyłem, że na dole jest zgaszone światło.
Pewnie poszedł spać.
Przez chwilę pomyślałem aby pójść na dół i go przeprosić lub chociażby okryć ciepłym kocem czego zapewne nie zrobił, ale zrezygnowałem. Wszedłem do sypialni a zamykając drzwi poczułem za sobą kogoś. To był Louis. Stał kilka metrów ode mnie obok mojego łóżka. Nerwowo zacisnął małe ręce w pięści i przygryzał wargę. Podszedł do mnie i chwycił na rękę złączając nasze dłonie.
-Przepraszam.- powiedział głośno i wyraźnie. Byłem zdziwiony tym, że zdobył się na przyjście tutaj pomimo naszej małej sprzeczki.- Nie powinien. Nie zachowałem się z pewnością jak ktoś starszy od Ciebie tylko jak szczeniak. A teraz pozwól, że..
Nie dokończył wbijając się w moje usta.
Moje serce.
Louis popchnął mnie na ścianę i przywarł do niej dosyć mocno kontynuując ten zachłanny pocałunek. Później chwycił za moją koszulkę i pociągnął w stronę łóżka rzucając na nie.
_______________________
Hej, więc na prośbę nie będę usuwała bloga tylko będę wstawiała tutaj rozdziały jak i na wattpadzie jak wcześniej. A wracając do rozdziału, co myślicie? Post jest wcześniej, ponieważ mam ferie, więc możecie się spodziewać rozdziałów kilka razy w tygodniu jeżeli tylko będę miała zapał haha. Zapraszam jak zwykle do komentowania lub pisania również na mojego tt :)
snap: kroliania69
twitter
wattpad

Informacja

Chciałabym wiedzieć czy ktoś w ogóle czyta tego bloga czy bardziej preferujecie wattpada, na którym również to opowiadanie jest udostępnione? Pytam, ponieważ jeżeli czytacie tylko na wattpadzie to nie ma sensu żebym nadal tego bloga prowadziła (oczywiście ff nadal będzie, ale nie na bloggerze).
Udostępniłam nowy rozdział dziś, ale tylko tutaj i zastanawiam się po prostu czy to nie wystarczy.
Piszcie do mnie tu w komentarzach, na wattpadzie lub na moim twitterze :)
Pozdrawiam!

piątek, 12 lutego 2016

"Pasujesz do mnie"

Twarz Louisa przybrała różowy odcień a ja wiedziałem, że zawstydził przez mój dosadny komentarz. Nie płakał chociaż jego oczy były zeszklone i wyglądał jakby w każdej chwili mógł wybuchnąć płaczem. Brunet usiadł na podłodze przyciągając kolana do klatki piersiowej. Cały czas patrzył na mnie swoimi dużymi, szarymi oczami. Nie potrafiłem wyczytać z nich nic w tamtej chwili.
-Nikt nie jest idealny.- stwierdził szeptem marszcząc lekko brwi i nos. Wyglądał jak mały króliczek. Przeczesał prawą ręką swoje włosy, których tak bardzo sam chciałem dotknąć. Pragnąłem zatopić w nich palce i kręcić na ich końcach małe loczki. Usiadłem naprzeciwko Louisa uśmiechając się do niego przyjaźnie.
-Jednak ty jesteś. Nie mówię Ci tego, bo wypada.. Ty po prostu jesteś dla mnie idealny.- powiedziałem i momentalnie pożałowałem swojej wypowiedzi.
Co ja najlepszego narobiłem. Czy on mnie teraz opuści?
Lou spojrzał na mnie ciekawych wzrokiem i przyglądał mi się przez dłuższą chwilę milcząc. Jego ręce dotknęły moich a ja nie wiedziałem co zamierza dopóki po prostu ich nie złączył a moje serce zaczęło bić mocniej. W gardle poczułem dużą gulę, której nawet nie potrafiłem przełknąć.
Louis pieprzony Tomlinson trzyma mnie za rękę.
-Harry, chce Ci powiedzieć wszystko.- szepnął mocniej ściskając moją dłoń przez co przez moje ciało przeszedł przyjemny dreszcz. Pierwszy raz czułem się tak blisko z osobą pomimo tego, że tylko nasze ręce się dotykały. Więź z Louisem, którą wtedy przeżyłem była w głównej mierze psychiczna. Czułem się tak blisko z nim, jak z nikim innym dotąd.
-Więc na co czekasz Louis? Możesz mi powiedzieć wszystko.- powiedziałem przejeżdżając swoją lewą dłonią po jego policzku w celu starcia spływającej łzy. Brunet wziął głęboki oddech i zaczął swoją przemowę.
-Jak już wiesz mam na imię Louis Tomlinson. Mam 21 lat i urodziłem się 24 grudnia w Wigilię. Moja matka jest daleko za granicą. Jeżeli mam być szczery nie widziałem jej już dobrych kilka lat. Tak naprawdę nie pamiętam dokładnie jej twarzy i nie chcę. Była złą kobietą. Zniszczyła nie tylko mnie życie, ale mojej siostrzyczce, która powinna być teraz gdzieś ze mną. Powinna żyć.- przerwał na chwilę a ja przyciągnąłem go do siebie otulając ramieniem. Wziął kilka głębokich oddech i wtulił się w moją klatkę piersiową.- Wiesz.. Zostałem sam z siostrą w bardzo młodym wieku. Nie byłem w stanie jej sam wychować czy wyżywić skoro sam miałem ze sobą problemy. Była chora, nie miałem pieniędzy na leki. Po jej śmierci wpadłem w niezłe gówno Harry. Przez 3 lata byłem uzależniony od narkotyków. To takie pospolite, wszyscy o tym mówią. Nawołują aby karać chociażby za samo posiadanie i wsadzać do więzienia. Po tym co przeżyłem zgadzam się z nimi w 100%, ponieważ to przepis na śmierć. Spytasz skąd brałem na dragi? Kradłem.  Tak kurwa chodziłem po jebanych sklepach i kradłem co popadnie a potem sprzedawałem, lub wymienialiśmy się. Piwo za dragi. Fajki za gram. Byłem taki nierozważny i głupi. Kumpel postanowił pomóc mi znajdując mnie jednej nocy pod torami. Nie wiem co chciałem zrobić, ale wiem, że jeżeli przyszedłby 5 minut później już bym nie żył.- zatrzymał się na tym zdaniu okalając mnie swoimi szczupłymi ramionami wokół brzucha, który w tamtym momencie robił fikołki.- Wstydzę się tego kim byłem.. Kim jestem.- powiedział zerkając na mnie niebieskimi tęczówkami.
Był taki bezbronny i bezradny. Ponadto było mi żal jego siostry, nie wyobrażam sobie siebie gdyby ktoś z mojej rodziny umarł. Pomimo tego, że codziennie narzekam na matkę czy ojca. To jednak najbliższa mi rodzina, osoby, które mnie wychowały. A rodzeństwo również się zalicza do najbliższej rodziny.
Jest tak silny. 
Siedzieliśmy przez dłuższy czas w ciszy wsłuchując się jedynie w swoje miarowe oddechy. Louisa był jednak trochę przyśpieszony zapewne przez nadmiar emocji mu towarzyszących. Chciałem dla niego jak najlepiej już od samego początku. Zobaczyłem w nim osobę, przez którą straciłem grunt pod nogami. Louis sprawiał, że moje oczy robiły się maślane na samą myśl o nim.
-Cieszę się, że mi to wszystko powiedziałeś.- szepnąłem mu do uszka rozluźniając lekko uścisk, w którym wciąż trwaliśmy. Brunetowi jednak to się nie spodobało, ponieważ jeszcze mocniej oplótł mnie ramionami na co uśmiechnąłem się i na Boga, byłem taki szczęśliwy. Chwilę później zamknąłem oczy i zatraciłem się w głębokim śnie trzymając bruneta blisko swojej klatki piersiowej.
Perspektywa Louisa
Otworzyłem leniwie klejące się oczy i pierwsze co ujrzałem to umywalkę przede mną. Uświadomienie sobie, że zasnął wraz z Harrym na zimnej podłodze w łazience zajęło mi kilka sekund. Po tym wyplątałem się z mocnego uścisku nastolatka i wstałem na równe nogi. Naprawdę nie chciałem opuszczać tego miejsca jakim były jego ramiona. Czułem się tak bezpiecznie i błogo jak nigdy wcześniej. Harry miał coś w sobie co mnie intrygowało i ciekawiło. Sprawiał, że z każdym dniem chciałem go lepiej poznawać. Spojrzałem na jego bladą twarzyczkę i różowe usta, których tak bardzo pragnąłem dotknąć. Z wielkim kamieniem na serce potrząsnąłem nim lekko chcąc go zbudzić ze snu. Otworzył powieki ukazując mi swoje zielone, zdezorientowane spojrzenie.
-Zasnęliśmy?- spytał zachrypniętym głosem.
JEGO GŁOS JEST TAKI SEKSOWNY, ŻE ZARAZ OSZALEJĘ. 
-Tak.. Harry.- szepnąłem do niej ledwo powstrzymując się od powiedzenia "Tak kochanie". Brunet wstał z zimnych kafelek i przeszedł koło mnie w celu umycia rąk.
-Wiesz, która godzina?- spytał wycierając mokre dłonie o niebieski ręcznik. W tym czasie zupełnie zatraciłem się w jego lekko zarysowanych bicepsach. Co prawda były one minimalnie widocznie, ale właśnie w tym tkwił jego urok.
-Nie.- odpowiedziałem sennie. Byłem nadal bardzo zmęczony co mogło wskazywać na to, że jest środek nocy i wypadałoby pójść spać, ale tym razem już do łóżek. Poszedłem za Harrym w stronę salonu. Gdy się w nim znaleźliśmy zegar wskazywał 3:56. Harry uśmiechnął się do mnie mówiąc, że idzie sobie zrobić kakao i czy ja też chce.
-Wiesz.. a może Ci pomogę? Nie chciałbym kolejny raz cię opatrywać lub co gorsza dzwonić po karetkę.- zaśmiałem się na co on przewróciłem oczyma, ale zgodził się na moją propozycję. Byłem zmęczony to prawda, ale wolałem spędzać czas z nim niż iść do łóżka. Harry zagotował mleko natomiast ja zająłem się przygotowaniem kubków i wsypaniem do nich brązowego "proszku". Potem zalałem go i gotowe. Usiedliśmy naprzeciwko siebie na stołkach barowych opierając łokcie na wyspie. Harry miał senne spojrzenie, ale dobrze widziałem jak mnie lustrował wzrokiem przez co czułem jak robi mi się gorąco. Brunet sączył swoje kakao z kubka i uśmiechając się do mnie tajemniczo. Nie byłem pewien jak miałem odbierać te wszystkie sygnały. Był czasem taki dziwny i uroczy w tym samym czasie. W tle słyszałem cichą muzykę, którą Harry włączył z wieży. Dźwięki skrzypiec rozchodziły się po moich uszach sprawiając, że czułem się jak w niebie. Przed sobą miałem jedną z najpiękniejszych istot jakie do tej pory poznałem. Do tego tak istotka miała idealny gust muzyczny.
-Zatańczysz ze mną?- spytał nagle a mnie wmurowało chodź nie dałem po sobie tego znać. Prychnął uśmiechając się. A może dałem? Byłem bardzo zaskoczony jego propozycją jednak była ona jak najbardziej pozytywna. Wstałem powoli odkładając kubek z niedopitym kakao na blat i podszedłem do niego. Zrobił to samo co jak z kubkiem i ujął moją jedną dłoń kładąc ją na swoim ramieniu a mnie przyciągnął bliżej siebie przez co wypuściłem głośno powietrze. Lubiłem sposób w jaki się zachowywał wobec mnie. Potrafił być wrażliwy i bardzo cierpliwy, ale były momenty, że mimo jego młodego wieku zachowywał się dominująco i był niezwykle silny. Poruszaliśmy się powoli w rytm tej spokojnej, pięknej melodii. Harry co jakiś czas muskał palcami moje końce moich włosów co okazało się niemiłosiernie przyjemne.
Czy on może tak już robić do końca mojego życia?
Mógłbym z nim tańczyć całą wieczność jednak piosenka trwała zaledwie 4 minuty a gdy dźwięki ucichły oderwaliśmy się od siebie z trudem.
-Podobało Ci się?- spytał nadal trzymając swoją dłoń na moim plecach abym przypadkiem się nigdy nie oddalił.
-Bardzo.- powiedziałem zgodnie z prawdą przygryzając lekko dolną wargę. Przysięgam, że mogłem zauważyć jak jego oczy rozchyliły się pod wpływem mojego ruchu.
-Mógłbym z tobą przeżyć w takiej pozycji całe moje życie.- odrzekł a ja nie mogłem uwierzyć, ze takie słowa padły z jego ust.- Świetnie pasujesz do mnie.- widocznie się zarumienił mówiąc to a ja myślałem, że spłonę.
-Ja również.- odrzekłem nie chcąc być dłużny. Uśmiechnął się do mnie szczerząc się niczym małe dziecko po czym przyciągnął mnie spowrotem do siebie przytulając.
-Wiesz, że nadal jesteś idealny?- szepnął w moje ucho. Jego słowa wywołały u mnie szybsze bicie serca.
Podoba mi się. Czy ja mu też? Może chce być jedynie miły?
-Wiesz, że nadal jesteś w błędzie?- spytałem ciekawy jego reakcji. Tak naprawdę powiedziałem to co myślałem o sobie.
Nic nie warty.
Bezużyteczny.
Głupi i brzydki. 
-Jesteś strasznie uparty.- popatrzył na mnie lustrując moją szczękę. Nasze twarze były tak blisko, że prawie dotykaliśmy się nosami. Powietrze stało się okropnie rzadkie, trudno mi było je w spokoju nabierać.
-Chyba szczery.-stwierdziłem unikając jego mocno zielonego spojrzenia. Chwycił za mój podbródek tak, że byłem zmuszony na niego patrzeć. Zastanawiałem się co zamierza kiedy złączył nasze usta. Pocałunek był powolny, subtelny i dokładny. Usta bruneta były jeszcze miększe niż się wydawały a jego język robił niesamowite rzeczy.
Może jednak mu się podobam?
____________________________________
Witajcie kochani! Jak wam się podoba? Cieszycie się na pierwszy pocałunek Larrego? Bo ja osobiście nie mogłam się doczekać serio! Zapraszam oczywiście do komentowania co mnie motywuje! Mam jeszcze sprawę, chcielibyście częściej rozdziały czy raz w tygodniu wystarczą? Piszcie w komentarzach.
Zapraszam na snapa: kroliania69 (podawajcie swoje XD)
Wattpad

sobota, 6 lutego 2016

"Jesteś idealny"

Całą sobotę rozmyślałem jak powiedzieć Louisowi o moim pomyśle. Skontaktowałem się z synem przyjaciela mojego ojca, który jest producentem muzycznym. Myślę, że gdyby usłyszał Louisa byłby nim zainteresowany. Z jednej strony chciałem pomóc Louisowi a z drugiej bałem się, że może mnie źle zrozumieć. Kiedy wszedłem do mojej sypialni Lou coś pisał w zeszycie, który mu dałem wyraźnie skupiony i zdeterminowany. Przez te kilka dni zdążyłem się już do jego obecności przyzwyczaić a może nawet przywiązać. Jest bardzo przyjazną osobą, nawet jeżeli się nie stara. Po prostu jest cudowny sam w sobie. Usiadłem naprzeciw niego na biurku i obserwowałem go do chwili gdy podniósł na mnie swój wzrok. Uśmiechnął się do mnie i wrócił do wcześniejszej czynności.
-Mam dla Ciebie propozycje Louis.- wydusiłem to z siebie chcąc brzmieć jak najnormalniej, ale mój głos cały się trząsł pomimo moich starań.
-Jaką?- spytał zaciekawiony odstawiając na bok zeszyt z długopisem. Zmarszczył lekko nos. Zawsze tak robił kiedy był ciekaw odpowiedzi lub był niepewny czegoś.
-Mam znajomego, który prowadzi własną wytwórnię muzyczną. Tutaj niedaleko w Oslo. Pomyślałem, że może chciałbyś.. Moglibyśmy się z nim skontaktować i.. jeżeli byś oczywiście chciał. Mógłbyś zaprezentować się przed nim. Jestem prawie pewien, że byłby tobą zainteresowany.- powiedziałem cały czas patrząc na twarz Louisa. Nie przedstawiała ani smutku, ani złości ani nawet szczęścia. Była bez wyrazu co mnie martwiło. Brunet milczał zapewne próbując sobie wszystko poukładać w głowie. Błagałem aby się zgodzić, ponieważ na miłość boską, on jest niesamowity!
-Nie jestem chyba aż tak dobry. Nie chce się skompromitować.- stwierdził spuszczając głowę w dół. Ponownie ujawniło się u niego to cholernie niskie poczucie własnej wartości, której nienawidziłem. On nie powinien tak o sobie myśleć. Cieszę się, że nie jest zarozumiały, ponieważ to zła cecha, ale przecież należy wiedzieć ile jest się wartym. Natomiast on cenił się bardzo nisko jeżeli w ogóle. Przykucnąłem obok niego i położyłem rękę na jego kolanie co spowodowało, że na mnie spojrzał. Jego oczy jeździły po mojej całej twarzy a ja czułem, że się rumienie.
-Louis, musisz bardziej w siebie wierzyć. Jesteś naprawdę dobry w śpiewaniu. Mam ciekawą, niespotykaną barwę. Ponadto bardzo wysoką i myślę, że odnalazłbyś się w wielu dobrych kawałkach. Przestań uważać, że jesteś do niczego, że na nic nie zasługujesz, ponieważ tak nie jest. To tylko twoje chore wyobrażenia, które spróbuje zniwelować. Zrobię wszystko co w mojej mocy aby Ci pomóc. Abyś zaczął się wreszcie cenić.- powiedziałem powoli i wyraźnie aby wyłapał każde słowo i zrozumiał co do niego mówię, ponieważ czasem miałem wrażenie, że gadam do ściany. Louis uklęknął naprzeciwko mnie i jestem pewien, że komicznie to wyglądało, ponieważ klękaliśmy oboje, ale to nie miało znaczenia. Brunet wtulił się w moją klatkę piersiową a ja poczułem ciężar spadający na mnie. Ale nie chodziło tu o Louisa. Chodziło w głównej mierze o jego problemy i lęki. To one były ciężkie, a ja wziąłem je na siebie właśnie w tamtym momencie obiecując, że je zniszczę.
***
W drodze do Olafa Louis zasnął w taxówce i byłem zmuszony wybudzić tego śpiącego anioła ze snu. Nie był szczęśliwy. Raczej co chwila powtarzał, że chce mu się wymiotować lub mdleć. Był tak zestresowany a w gruncie rzeczy nie było czym. Olaf to mój dobry przyjaciel. Ma nieskazitelny charakter, ale miałem nadzieję, że on i Lou się zaprzyjaźnią. Inaczej ze współpracy nici. Weszliśmy do wielkiego budynku, który w całości należał do mojego przyjaciela. Poprosiłem bruneta aby zajął miejsce w poczekalni a ja pójdę sprawdzić czy Olaf już teraz może nas przyjąć. Spytałem bardzo ładnej blondynki czy "Pan Wrist" jest zajęty a ona ze sztucznym uśmiechem zaprzeczyła i kazała pokierować się do sali nr 45. Tam mieścił się gabinet Olafa. Wraz z Louim pokierowaliśmy się tam a ja przez kolejne kilka minut musiałem wysłuchiwać z ust starszego jaki to on jest beznadziejny i się skompromituje. Szczerze mówiąc, miałem ochotę przyprzeć go do ściany i mocno wbić się w jego usta a potem szeptać mu, że dla mnie jest idealny. Wiedziałem jednak, że to by zapewne odstraszyło Louisa, ponieważ o on jest przecież gejem, prawda? Zapukałem w mocne, dębowe drzwi i weszliśmy do środka słysząc krótkie "proszę". Olaf widząc mnie uśmiechnął się serdecznie i wstał z kanapy, na której miał masę papierów i tekstów piosenek. Przywitał się ze mną uściskiem ręki a ja przedstawiłem mu Louisa.
-Miło Cię poznać Louis.- powiedział z uśmiechem blondyn i zaprosił nas bardziej w głąb pomieszczenia. Wszystko było utrzymane w jasnych kolorach. Okna aż lśniły czystością podobnie jak wszystkie meble. Olaf był strasznie pedantyczny.
-Co was do mnie sprowadza?- spytał kiedy już usiedliśmy na kanapie a on na swoim stanowisku. Dostrzegłem kątem oka jak Louis coraz bardziej skula się i miałem wrażenie, że zaraz wykona pozycje embrionalną i pozostanie już w niej na zawsze.
-Przez telefon powiadomiłem Cię, że mam dla Ciebie bardzo dobrego wokalistę. Oto on.- pokazałem na Louisa uśmiechając się do niego lekko. Louis próbował rozluźnić się i wyglądać normalnie za co mu byłem ogromnie wdzięczny. Olaf przypatrzył się przez chwilę brunetowi.
-Ile masz lat?- spytał Louisa a ten wyprostował się na kanapie gotowy by odpowiedzieć.
-21.- powiedział a Olaf wstał. Okrążył dookoła stół i oparł się o niego stojąc naprzeciwko nas.
-Dobrze. Co przygotowałeś?-zapytał. Blondyn zawsze był bezpośredni. Nie lubił przedłużać. Był taki jaki powinien być szef. Stąpał mocno po ziemi. Louis wstał i wyraźnie chciał o coś spytać, ale nie wiedział jak się do tego zabrać.
-Czy.. czy ma Pan tutaj gdzieś fortepian?- zapytał nieśmiało a mnie zamurowało. On umie grać? No nie, to teraz na 100% jest już w tej wytwórni.
-Oczywiście, że tak. Musimy w takim razie przejść do pomieszczenia obok.- stwierdził Olaf i chwilę później znaleźliśmy się w pokoju z wieloma instrumentami począwszy od tych smyczkowych a zakończywszy na tych klawiszowych.
Prawdziwy raj dla prawdziwego artysty, uh? 
Louis zasiadł za fortepianem i przez chwilę go stroił a później zaczął grać bardzo dobrze znaną mi piosenkę. W momencie gdy dołączył swój melodyjny śpiew zatraciłem się zupełnie w głosie oraz mimice twarzy.

Give me love like her 
'Cause lately I've been waking up alone 
Paint splattered tear drops on my shirt
Told you I'd let them go
And that I'll fight my corner
Maybe tonight I'll call ya
After my blood turns into alcohol
No, I just wanna hold ya

Give a little time to me or burn this out
We'll play hide and seek to turn this around
And all I want is the taste that your lips allow

My, my, my, my, oh give me love
My, my, my, my, oh give me love
My, my, my, my, give me love

W czasie swojego wykonania jego oczy były cały czas przymknięte a on wyglądał jakby był cały pochłonięty muzyką. Grał i śpiewał całym sobą. Głową, dłońmi, stopami, sercem. Gdy skończył utworzył powoli oczy i przez chwilę jeszcze miał dłonie ułożone na klawiszach. Spojrzałem na uśmiechniętego od ucha do ucha Olafa. Był nim zafascynowany. Nikt z nas przez kolejne kilka sekund się nie odezwał. Po prostu tam staliśmy nie mogąc przerwać tej ciszy. W moich uszach nadal słyszałem fortepian.
-Więc..- bąknął zarumieniony Louis. Nie wiem czy zdawał sobie sprawę jakie to było niesamowite, ale będę mu to wypominał każdego dnia, niech się szykuje.
-Jesteś naprawdę dobry Louis.- powiedział Olaf a ja byłem taki szczęśliwy, ponieważ blondyn był naprawdę bardzo wymagający a usłyszeć to z jego ust to ogromna nagroda i motywacja.
-Dziękuje.- przyjął komplement. Pierwszy raz nie komentując, co się dzieje?
-Nie masz za co. Jestem zainteresowany pracą z Tobą. Myślę, że może być z Ciebie rozchwytywany artysta. Poza tym jesteś przystojny więc to jeszcze potęguje twoje szanse. I skromny. Masz sławę w kieszeni. Wystarczy po nią sięgnąć.- puścił do niego oczko a ja poczułem się trochę zażenowany jego komentarzem w stronę Louisa. To ja chciałem mu mówić jaki jest piękny..
-Dobrze skoro już mamy załatwione formalności.- zwróciłem się do mnie na co pokiwałem głową.- to wystarczy podpisać umowę. Dam Ci ją do domu abyś spokojnie sobie ją poczytał i ewentualnie zgłosił swoje uwagi. Możemy się spotkać we wtorek o tej samej porze?
Spojrzałem na Louisa, który miał dosłownie otwartą buzię ze zdziwienia. Wyglądał naprawdę komicznie, ponieważ nie spodziewał się chyba takiej szybkiej reakcji ze strony Olafa.
-Tak. Harry tobie pasuje?- zapytał mnie brunet łagodny głosem. Ponownie zatraciliśmy się w swoim spojrzeniu i Louis dobrze o tym wiedział, ponieważ odwrócił wzrok z lekkim uśmieszkiem.
-Owszem. We wtorki kończę szybciej lekcje. Przyjadę z Tobą Lou.- powiedziałem mu a on przytaknął. Poczekaliśmy jeszcze chwilę na blondyna, który przyniósł Louisowi obiecane papiery i pojechaliśmy powrotem do domu po drodze zahaczając o kfc. Kiedy nie ma rodziców w domu zawsze zdarza mi się jeść więcej niezdrowego żarcia. Moja matka jest weganką, więc trudno o coś dobrego w domu. Wychodząc fast foodu nie zamawialiśmy ponownie taxówki, ponieważ Louis chciał pooddychać trochę świeżym powietrzem. Z inną osobą kłóciłbym się, ponieważ było mroźno, ale to był Lou. Gdy przekroczyliśmy próg drzwi był już wieczór i zrobiło się naprawdę zimno, więc byłem szczęśliwy, że nie musimy już marznąć na polu. Louis pobiegł na górę powiadamiając mnie w tym samym czasie, że idzie się przebrać a ja poszedłem zrobić dla nas kakao z piankami.
Louis to uwielbia.
Robiąc kakao musiałem niefortunnie oblać się gorącym mlekiem. Garnek poleciał na podłogę a ja szybko pobiegłem do łazienki oblać zaczerwienione i piekące miejsce zimną wodą.
-Harry, co się stało?- usłyszałem głos Louisa. Krzyknąłem przez zaciśnięte zęby, że jestem w łazience. Momentalnie był przy mnie a gdy zobaczył w jakim stanie jest moja ręka zaczął szukać po półkach jakieś maści.
-Chyba żadnej nie mam.- skrzywiłem się.- Ale nie jest tak źle, naprawdę.- powiedziałem czując coraz większą ulgę pod wpływem lodowatej wody.
-To moja wina. Zachciało mi się pieprzonego kakao.- powiedział pod nosem a ja zakręciłem kran i położyłem dłoń na jego udzie. Był wyraźnie zaskoczony tak odważnym ruchem z mojej strony. Po jego minie wywnioskowałem, że był lekko rozkojarzony, ale równocześnie czeka na dalszy przebieg wydarzeń.
-Kiedy zrozumiesz, że nic co do tej pory sobie zarzucasz nie jest twoją winą?- spytałem mocniej go do siebie przyciągając. Byłem od niego trochę niższy, ale wcale się taki nie czułem przez mój odważny i zdecydowany charakter a jego uległy i delikatny.
-Harry ja..- zaczął, ale ja nie pozwoliłem mu dokończyć jeszcze mocniej ściskając jego bok.
-Jesteś idealny.- powiedziałem a po jego policzku spłynęła łza.
______________________________________
Dum, dum, dum. Ciekawe co się dalej wydarzy między Louisem a Harrym, jak myślicie? ^^
Chcielibyście już ich pierwszy pocałunek? Szczerze mówiąc ja nie mogę się doczekać, serio!
Jak zwykle zapraszam do komentowania, miłego weekendu! :)
Tutaj łapcie link do wattpada (wrzucam tam to samo opowiadanie)  >> wattpad

poniedziałek, 1 lutego 2016

"Mogę Ci śpiewać do snu"

-Dziękuje.- odpowiedziałem zakłopotany. Moje policzki płonęły a ja czułem coraz większe ciepło w okolicy uszu. Harry uśmiechnął się, podszedł do szafy i wyciągnął białą, luźną bokserkę rzucając ją w moim kierunku. Obdarzyłem go dziękującym spojrzeniem i założyłem na siebie koszulkę. Harry także przebrał się z piżamy a ja miałem okazję zobaczyć go w samych bokserkach. Widać było po nim, że także trenuje, jego wszystkie mięśnie były wyraźnie napięte. Nie miał jeszcze wyrzeźbionego ciała, ale moim zdaniem wyglądał naprawdę dobrze.
-Jesteś głodny?- spytał nagle zakładając dresy na szczupłe nogi. Chwilkę zatrzymałem się na jego zielonych oczach i naprawdę ładnych różowych ustach. Powtarzałem sobie już kilka razy, że jest on bardzo młody a jego intencje wobec mnie zaprzestają jedynie na pomocy. Jednak gdzieś w głębi pociągał mnie. Tak pociągał mnie facet.
-Trochę.- odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Nie byłem na tyle głodny aby mój brzuch dawał o sobie znać z uwagi na to, że często nie jadłem kilka dni. Ale zjadłbym coś. Harry pokręcił głową dając mi do zrozumienia aby szedł za nim. Otworzył drewniane drzwi i wyszliśmy na duży, jasny korytarz. Z góry zwisał żyrandol a po bokach widniały obrazy oprawione w ramki. Schodząc z pokrytych marmurem schodów czułem się jak w pałacu. Ten dom można było z pewnością do takiego porównać. Kuchnia, do której się skierowaliśmy miała mnóstwo niezapełnionego miejsca. Na środku stał duży szklany stół a po bokach ślicznie urządzona kuchnia w stonowanych kolorach. Chłopak polecił abym usiadł na jednym z krzeseł. Obserwowałem jak wyciąga z lodówki i półek potrzebne składniki. Domyśliłem się, że będzie robił naleśniki.
Przysięgam jeżeli zrobi je z nutellą to jest aniołem.
W momencie gdy o tym pomyślałem Harry wyciągnął z półki nutellę a ja cieszyłem się jak małe dziecko. Tak dawno tego nie jadłem. Smak dzieciństwa.
-Harry.- usłyszałem melodyjny, kobiecy głos dochodzący z innego pomieszczenia i zamarłem. Kto to mógł być? Przecież Harry zapewnił, że jego rodzice wracają dopiero za kilka dni. Chłopak momentalnie odwrócił się w moją stronę. Na jego szyi mogłem dostrzec cienką, wystającą żyłkę oznaczającą zdenerwowanie. Szybko poprowadził mnie w kierunku schodów trzymając mocna za przedramię.
-Lou idź na górę.- poprosił, miękkim głosem a ja wspiąłem się na górę szukając odpowiedniego pokoju. Okazało się to dosyć trudne przez nadmiar drzwi. Po co do cholery im tyle pokoi?
                                                         Perspektywa Harrego
Kiedy usłyszałem głos Kate, naszej gosposi od razu zaprowadziłem Louisa w stronę schodów prosząc aby wrócił do pokoju. Kate była starszą panią i nie chciałem jej denerwować a tym bardziej tłumaczyć się z tego kim jest Louis. Swoją drogą nie uwierzyła by mi, że chodzi ze mną do szkoły, bo aż tak młodo nie wygląda. Kate weszła do kuchni odziana w ciemny, długi płaszcz. Gdy tylko mnie zobaczyła uśmiechnęła się serdecznie i uściskała witając się.
-Jak tam w szkole słońce? Jak sobie radzisz? Jesteś głodny?- zarzuciła mnie jak zwykle milionem pytań na raz. Pomogłem zdjąć jej płaszcz i odłożyłem na wieszak w korytarzu. Kiedy wróciłem smażyła już naleśniki na patelni.
-W szkole wszystko w porządku. Zastanawiam się czy nie wziąć udziału w konkursie literackim, ale chyba zajęłoby mi to zbyt dużo czasu.- powiedziałem uśmiechając się do niej. Kate nie pytała mnie już dlaczego jestem w domu w dni szkolne. Wiedziała dobrze, że gdy rodzice wyjeżdżają pozwalają mi zostać w domu.
-To wspaniale. Myślę, że powinieneś spróbować. Widziałam twoje prace, są świetne.- pochwaliła mnie a w sercu zrobiło mi się ciepło, ponieważ nie pamiętam aby ktokolwiek wcześniej pochwalił mnie za moje bazgroły. Zwykle gdy próbowałem jakoś podsunąć pod nos mamie moje notatki zlewała je, lub mówiła, że nie ma czasu na moje 'marne wypociny'.
-Ile zjesz kochanieńki?- zapytała uśmiechając się do mnie promiennie. Od zawsze była w naszym domu iskierką radości podczas kiedy wszyscy chodzi smutni i znudzeni. Podobało mi się jej stoickie podejście do życia.
-Cztery.- odpowiedziałem przypominając sobie o obecności bruneta. Swoją drogą to kiedy wyszedł z mojej łazienki myślałem, że zemdleję. Próbowałem zachować spokój, ale naprawdę dobrze wygląda w moich dresach a co najważniejsze bez koszulki. Kate popatrzyła się na mnie z ukosa zdziwiona liczbą naleśników, które mam zamiar zjeść. Pomimo tego podała mi talerz z proszonymi czterema naleśnikami a ja pobiegłem na górę dziękując jej. Louis siedział na podłodze przeglądając moje prace. Myślałem, że zapadnę się pod ziemię, nie chciałem aby ktoś je czytał bez mojej zgody. Szybko wyrwałem mu jej z rąk a on odskoczył na bok wystraszony. Nie chciałem pod żadnym pozorem go przestraszyć lub sprawić, że będzie się czuł niekomfortowo.
-Przepraszam.- szepnąłem zakłopotany podchodząc powoli do niego. Nie mogłem znieść świadomości, że jest ode mnie o tyle starszy a mimo to nie wyglądał.
-Nie. To ja przepraszam. Jestem taki ciekawski. I głupi.- powiedział szybko chowając  twarz w dłoniach. Miałem deja vu. Czemu on tak źle o sobie myślał? Założę się, że w myślach co chwila się krytykował i dołował.
-Proszę nie mów w taki sposób. No przecież nie wiedziałeś.- powiedziałem kładąc rękę na jego ramieniu. Mężczyzna popatrzył na mnie a później na talerz, który wciąż trzymałem w dłoni.- Zjemy?- spytałem uśmiechając się do niego blado. Pokiwał głową. Usiedliśmy na kanapie i zaczęliśmy konsumować naleśniki z nutellą. Były jak zwykle przepyszne. Louis zjadł dwa podczas kiedy ja dopiero kończyłem pierwszego.
-Możesz wziąć sobie mojego.- powiedziałem widząc, że Louis naprawdę chce dokładkę.- Nie jestem głodny.- dodałem. Oczywistym było to, że kocham naleśniki z nutellą, ale jakoś większą satysfakcją był dla mnie ucieszony brunet. Gdy już zjedliśmy zszedłem na dół sprawdzić czy Kate nadal jest w domu. Nie było ani jej płaszcza ani butów a kuchnia i salon lśniły czystością. Zastanawiałem się jak umilić Louisowi dzień w moim domu. Pomyślałem, że może spacer się nada, ponieważ i tak musiałem wyprowadzić mojego psa.
-Mam nadzieję, że lubisz psiaki.- uśmiechnąłem się do niego wchodząc do pokoju. Louisowi momentalnie zaświeciły się oczy a ja już znałem odpowiedź.
-Oczywiście!- stwierdził uradowany mężczyzna zeskakując z kanapy gotowy do wyjścia. Zaśmiałem się pod nosem i złapałem Louisa za przedramię prowadząc w stronę drzwi. Ubraliśmy się, złapałem za smycz i wyszliśmy na pole. Na schodach czekał na nas mój czekoladowy labrador- Toby. Zapiąłem go w smycz i wyszliśmy na ulicę. Idąc w stronę parku nie odzywaliśmy się zbyt dużo jednak wciąż czułem wzrok Louisa na sobie.
-Harry.. Strasznie niezręcznie mi pytać, ale co ze mną będzie?- spytał prawie szeptem zatrzymując się przy jednej z ławek i siadając na niej. Usiadłem obok niego kładąc rękę na jego udzie. Nie chciałem zaburzać jego strefy osobistej jednakże miałem przeczucie, że będzie w porządku gdy to zrobię. Jeździłem powoli po jego chudym udzie dłonią i o dziwo kilka sekund później Louis nie trząsł się już jak wcześniej. Zaskoczyło mnie jego pytanie. Wiedziałem, że je zada, ale nie byłem pewny kiedy i, że tak szybko. Widocznie musiało go to dręczyć.
-Zostajesz narazie u mnie.- odpowiedziałem całkowicie pewien swojej decyzji, na którą Louis lekko zmarszczył swój nos. Nie mogłem oderwać wzroku od jego pięknego, idealnego noska oraz trzepoczących, długich rzęs. Wiem, że to był wbrew temu co zawsze powtarzali mi rodzice. Oni nawet nie wyobrażali sobie abym mógł czuć pociąg do mężczyzny. Mieli rację, ale do pewnego czasu. Do dnia, w którym poznałem o kilka lat starszego od siebie, zziębniętego mężczyznę, który potrzebował pomocy. Lou od samego początku mnie zaintrygował swoją urodą, postawą oraz kulturą osobistą pomimo warunków, w których był zmuszony mieszkać. Poczułem, że odnalazłem osobę, która potrzebuje ciepła i opieki. Byłem za niego odpowiedzialny w pewnym sensie. Może to idiotycznie brzmi, ponieważ Louis jest starszy, ale tak właśnie było. To on potrzebował mojej pomocnej ręki, nie ja.
-Nie mogę.- stwierdził chwytając się za głowę.- Twoi rodzice. Zresztą, to nie ma znaczenia. Ty masz swoje życie.
-Ty także je masz, ale pogubiłeś się troszeczkę.- przysunąłem się do niego bliżej otulając go swoim ramieniem.- Louis jesteś jednym z najmilszych ludzi, których do tej pory miałem okazję poznać. Jesteś życzliwy, skromny, uroczy i kulturalny.
Mężczyzna wyraźnie zaczerwienił się pod wpływem moich słów a ja ponownie nie mogłem uwierzyć, że jest ode mnie starszy. Wyglądał tak niewinnie. Spojrzał na mnie a jego oczy dosłownie świeciły. Zapewne to tylko moje wyobrażenia, ale w tych pięknych, szarych tęczówkach była iskierka nadziei, którą miałem za zadanie rozpalić.
***
Wieczorem zadzwoniła do mnie moja matka informując mnie, że nie będzie jej aż do przyszłej środy natomiast ojca do końca miesiąca. Szczerze to nie interesowało mnie to kiedy wrócą, mogli nawet nie wracać. Wychodzi na to samo. Louis po powrocie ze spaceru zaproponował, że zrobi obiad i miałem okazję jeść jedno z najpyszniejszych spaghetti w moim życiu. Nie spodziewałem się, że umie tak dobrze gotować.
-Zastanawiam się jakie talenty jeszcze przede mną ukrywasz.- puściłem do niego oczko kończąc danie zaserwowane wcześniej przez bruneta. Louis zachichotał pod nosem a ja myślałem, że się przesłyszałem, ponieważ... Czy on naprawdę do cholery zachichotał? Czy może być do cholery jeszcze słodszy niż jest? To chyba niewykonalne.
-Wiele.- odpowiedział krótko zbierając nasze puste talerze z blatu i chowając je do zmywarki. Przyglądałem się tym czynnością, ponieważ mimo tego, że może nie były niesamowitymi, to kiedy on to robił stawały się. Mogłem na niego patrzeć i patrzeć bez opamiętania.
-Ej Harry.- brunet pomachał mi swoją mini dłonią przed oczami uśmiechając się.
Kocham jego uśmiech.
-Tak?- spytałem lekko zdezorientowany. Louis skierował się w głąb salonu wracając chwilkę potem z futerałem, w którym mieściłem swoją gitarę. Co prawda nie byłem jeszcze profesjonalistą, ale powoli zaczynałem grać niektóre piosenki z pamięci.
-Zagrasz coś?- spytał Louis a widząc, że rozkłada się wygodnie na kanapie uznałem, że jego pytanie raczej było retoryczne a ja mam spełnić jego prośbę. Prychnąłem cicho czując jak moje ręce pocą się ze stresu. Chciałem wypaść jak najlepiej mogłem przy Louisie, ale nie byłem pewien czy mi się uda.
-Nie jestem zbyt dobry.- uprzedziłem uśmiechając się pod nosem na co Louis tylko wzruszył ramionami. Wyjąłem z futerału gitarę i zacząłem ją stroić. Po krótkiej chwili zabrzmiały pierwsze dźwięki "Look After You" The Fray. W pewnym momencie usłyszałem lekki jak piórko, przejrzysty jak woda, piękny głos śpiewający tekst piosenki. Spojrzałem w stronę śpiewającego Louisa nie przerywając grania co naprawdę było trudne. Opadła mi szczęka. On był niesamowity. Miał zamknięte oczy, a śpiewając wyższe dźwięki marszczył uroczo czoło.
- Mój boże, Louis.- wydusiłem z siebie kiedy przestałem grać a jego melodyjny głos ucichł.
-Przepraszam, bardzo lubię tę piosenkę.- odpowiedział skrępowany. Za co on mnie przepraszał? Za swój talent?
-Louis nie masz mnie przecież za co przepraszać. Twój głos.. Przepiękny.- powiedziałem odkładając gitarę na bok i siadając obok niego na kanapie. Brunet lekko się uśmiechnął i mocniej ścisnął materiał swojej koszulki.
-Naprawdę tak uważasz?- spytał patrząc mi głęboko w oczy. Bolało mnie to jak nisko się cenił.
Zmienię to.
-Owszem. Od dziś musisz mi codziennie śpiewać.- szepnąłem chwytając go za rękę. Między nami zapadła cisza, ale nie była ona w żaden sposób krępująca. Wręcz przeciwnie. Pasował mi widok jaki miałem przed sobą i mógłbym spędzić resztę swoich dni na podziwianiu tej pięknej twarzy.
-Mogę ci śpiewać do snu.- zaśmiał się rumieniąc się.
-Zgadzam się.- odpowiedziałem uśmiechając się do niego. - Ale przed tym, chciałbyś gorącej czekolady Lou?
Mężczyzna przez chwilę był wyraźnie zdziwiony zdrobnieniem, którym go nazwałem, lecz po chwili wyszczerzył się kiwając głową zadowolony. Zeskoczył z kanapy kierując się w stronę kuchni a ja za nim. I w tamtym momencie byłem pierwszy raz od wielu miesięcy naprawdę szczęśliwy, ponieważ ktoś wreszcie sprawiał, że szczerze się uśmiecham.
_______________________________________________
Oto trzeci rozdział. Mam nadzieję, że podoba wam się. Zachęcam do komentowania jak również do pisania pytań lub jakichkolwiek uwag :) Jeżeli macie wattpada to tam również znajdziecie to ff, zostawiam linka na dole! Pozdrawiam.
wattpad