poniedziałek, 1 lutego 2016

"Mogę Ci śpiewać do snu"

-Dziękuje.- odpowiedziałem zakłopotany. Moje policzki płonęły a ja czułem coraz większe ciepło w okolicy uszu. Harry uśmiechnął się, podszedł do szafy i wyciągnął białą, luźną bokserkę rzucając ją w moim kierunku. Obdarzyłem go dziękującym spojrzeniem i założyłem na siebie koszulkę. Harry także przebrał się z piżamy a ja miałem okazję zobaczyć go w samych bokserkach. Widać było po nim, że także trenuje, jego wszystkie mięśnie były wyraźnie napięte. Nie miał jeszcze wyrzeźbionego ciała, ale moim zdaniem wyglądał naprawdę dobrze.
-Jesteś głodny?- spytał nagle zakładając dresy na szczupłe nogi. Chwilkę zatrzymałem się na jego zielonych oczach i naprawdę ładnych różowych ustach. Powtarzałem sobie już kilka razy, że jest on bardzo młody a jego intencje wobec mnie zaprzestają jedynie na pomocy. Jednak gdzieś w głębi pociągał mnie. Tak pociągał mnie facet.
-Trochę.- odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Nie byłem na tyle głodny aby mój brzuch dawał o sobie znać z uwagi na to, że często nie jadłem kilka dni. Ale zjadłbym coś. Harry pokręcił głową dając mi do zrozumienia aby szedł za nim. Otworzył drewniane drzwi i wyszliśmy na duży, jasny korytarz. Z góry zwisał żyrandol a po bokach widniały obrazy oprawione w ramki. Schodząc z pokrytych marmurem schodów czułem się jak w pałacu. Ten dom można było z pewnością do takiego porównać. Kuchnia, do której się skierowaliśmy miała mnóstwo niezapełnionego miejsca. Na środku stał duży szklany stół a po bokach ślicznie urządzona kuchnia w stonowanych kolorach. Chłopak polecił abym usiadł na jednym z krzeseł. Obserwowałem jak wyciąga z lodówki i półek potrzebne składniki. Domyśliłem się, że będzie robił naleśniki.
Przysięgam jeżeli zrobi je z nutellą to jest aniołem.
W momencie gdy o tym pomyślałem Harry wyciągnął z półki nutellę a ja cieszyłem się jak małe dziecko. Tak dawno tego nie jadłem. Smak dzieciństwa.
-Harry.- usłyszałem melodyjny, kobiecy głos dochodzący z innego pomieszczenia i zamarłem. Kto to mógł być? Przecież Harry zapewnił, że jego rodzice wracają dopiero za kilka dni. Chłopak momentalnie odwrócił się w moją stronę. Na jego szyi mogłem dostrzec cienką, wystającą żyłkę oznaczającą zdenerwowanie. Szybko poprowadził mnie w kierunku schodów trzymając mocna za przedramię.
-Lou idź na górę.- poprosił, miękkim głosem a ja wspiąłem się na górę szukając odpowiedniego pokoju. Okazało się to dosyć trudne przez nadmiar drzwi. Po co do cholery im tyle pokoi?
                                                         Perspektywa Harrego
Kiedy usłyszałem głos Kate, naszej gosposi od razu zaprowadziłem Louisa w stronę schodów prosząc aby wrócił do pokoju. Kate była starszą panią i nie chciałem jej denerwować a tym bardziej tłumaczyć się z tego kim jest Louis. Swoją drogą nie uwierzyła by mi, że chodzi ze mną do szkoły, bo aż tak młodo nie wygląda. Kate weszła do kuchni odziana w ciemny, długi płaszcz. Gdy tylko mnie zobaczyła uśmiechnęła się serdecznie i uściskała witając się.
-Jak tam w szkole słońce? Jak sobie radzisz? Jesteś głodny?- zarzuciła mnie jak zwykle milionem pytań na raz. Pomogłem zdjąć jej płaszcz i odłożyłem na wieszak w korytarzu. Kiedy wróciłem smażyła już naleśniki na patelni.
-W szkole wszystko w porządku. Zastanawiam się czy nie wziąć udziału w konkursie literackim, ale chyba zajęłoby mi to zbyt dużo czasu.- powiedziałem uśmiechając się do niej. Kate nie pytała mnie już dlaczego jestem w domu w dni szkolne. Wiedziała dobrze, że gdy rodzice wyjeżdżają pozwalają mi zostać w domu.
-To wspaniale. Myślę, że powinieneś spróbować. Widziałam twoje prace, są świetne.- pochwaliła mnie a w sercu zrobiło mi się ciepło, ponieważ nie pamiętam aby ktokolwiek wcześniej pochwalił mnie za moje bazgroły. Zwykle gdy próbowałem jakoś podsunąć pod nos mamie moje notatki zlewała je, lub mówiła, że nie ma czasu na moje 'marne wypociny'.
-Ile zjesz kochanieńki?- zapytała uśmiechając się do mnie promiennie. Od zawsze była w naszym domu iskierką radości podczas kiedy wszyscy chodzi smutni i znudzeni. Podobało mi się jej stoickie podejście do życia.
-Cztery.- odpowiedziałem przypominając sobie o obecności bruneta. Swoją drogą to kiedy wyszedł z mojej łazienki myślałem, że zemdleję. Próbowałem zachować spokój, ale naprawdę dobrze wygląda w moich dresach a co najważniejsze bez koszulki. Kate popatrzyła się na mnie z ukosa zdziwiona liczbą naleśników, które mam zamiar zjeść. Pomimo tego podała mi talerz z proszonymi czterema naleśnikami a ja pobiegłem na górę dziękując jej. Louis siedział na podłodze przeglądając moje prace. Myślałem, że zapadnę się pod ziemię, nie chciałem aby ktoś je czytał bez mojej zgody. Szybko wyrwałem mu jej z rąk a on odskoczył na bok wystraszony. Nie chciałem pod żadnym pozorem go przestraszyć lub sprawić, że będzie się czuł niekomfortowo.
-Przepraszam.- szepnąłem zakłopotany podchodząc powoli do niego. Nie mogłem znieść świadomości, że jest ode mnie o tyle starszy a mimo to nie wyglądał.
-Nie. To ja przepraszam. Jestem taki ciekawski. I głupi.- powiedział szybko chowając  twarz w dłoniach. Miałem deja vu. Czemu on tak źle o sobie myślał? Założę się, że w myślach co chwila się krytykował i dołował.
-Proszę nie mów w taki sposób. No przecież nie wiedziałeś.- powiedziałem kładąc rękę na jego ramieniu. Mężczyzna popatrzył na mnie a później na talerz, który wciąż trzymałem w dłoni.- Zjemy?- spytałem uśmiechając się do niego blado. Pokiwał głową. Usiedliśmy na kanapie i zaczęliśmy konsumować naleśniki z nutellą. Były jak zwykle przepyszne. Louis zjadł dwa podczas kiedy ja dopiero kończyłem pierwszego.
-Możesz wziąć sobie mojego.- powiedziałem widząc, że Louis naprawdę chce dokładkę.- Nie jestem głodny.- dodałem. Oczywistym było to, że kocham naleśniki z nutellą, ale jakoś większą satysfakcją był dla mnie ucieszony brunet. Gdy już zjedliśmy zszedłem na dół sprawdzić czy Kate nadal jest w domu. Nie było ani jej płaszcza ani butów a kuchnia i salon lśniły czystością. Zastanawiałem się jak umilić Louisowi dzień w moim domu. Pomyślałem, że może spacer się nada, ponieważ i tak musiałem wyprowadzić mojego psa.
-Mam nadzieję, że lubisz psiaki.- uśmiechnąłem się do niego wchodząc do pokoju. Louisowi momentalnie zaświeciły się oczy a ja już znałem odpowiedź.
-Oczywiście!- stwierdził uradowany mężczyzna zeskakując z kanapy gotowy do wyjścia. Zaśmiałem się pod nosem i złapałem Louisa za przedramię prowadząc w stronę drzwi. Ubraliśmy się, złapałem za smycz i wyszliśmy na pole. Na schodach czekał na nas mój czekoladowy labrador- Toby. Zapiąłem go w smycz i wyszliśmy na ulicę. Idąc w stronę parku nie odzywaliśmy się zbyt dużo jednak wciąż czułem wzrok Louisa na sobie.
-Harry.. Strasznie niezręcznie mi pytać, ale co ze mną będzie?- spytał prawie szeptem zatrzymując się przy jednej z ławek i siadając na niej. Usiadłem obok niego kładąc rękę na jego udzie. Nie chciałem zaburzać jego strefy osobistej jednakże miałem przeczucie, że będzie w porządku gdy to zrobię. Jeździłem powoli po jego chudym udzie dłonią i o dziwo kilka sekund później Louis nie trząsł się już jak wcześniej. Zaskoczyło mnie jego pytanie. Wiedziałem, że je zada, ale nie byłem pewny kiedy i, że tak szybko. Widocznie musiało go to dręczyć.
-Zostajesz narazie u mnie.- odpowiedziałem całkowicie pewien swojej decyzji, na którą Louis lekko zmarszczył swój nos. Nie mogłem oderwać wzroku od jego pięknego, idealnego noska oraz trzepoczących, długich rzęs. Wiem, że to był wbrew temu co zawsze powtarzali mi rodzice. Oni nawet nie wyobrażali sobie abym mógł czuć pociąg do mężczyzny. Mieli rację, ale do pewnego czasu. Do dnia, w którym poznałem o kilka lat starszego od siebie, zziębniętego mężczyznę, który potrzebował pomocy. Lou od samego początku mnie zaintrygował swoją urodą, postawą oraz kulturą osobistą pomimo warunków, w których był zmuszony mieszkać. Poczułem, że odnalazłem osobę, która potrzebuje ciepła i opieki. Byłem za niego odpowiedzialny w pewnym sensie. Może to idiotycznie brzmi, ponieważ Louis jest starszy, ale tak właśnie było. To on potrzebował mojej pomocnej ręki, nie ja.
-Nie mogę.- stwierdził chwytając się za głowę.- Twoi rodzice. Zresztą, to nie ma znaczenia. Ty masz swoje życie.
-Ty także je masz, ale pogubiłeś się troszeczkę.- przysunąłem się do niego bliżej otulając go swoim ramieniem.- Louis jesteś jednym z najmilszych ludzi, których do tej pory miałem okazję poznać. Jesteś życzliwy, skromny, uroczy i kulturalny.
Mężczyzna wyraźnie zaczerwienił się pod wpływem moich słów a ja ponownie nie mogłem uwierzyć, że jest ode mnie starszy. Wyglądał tak niewinnie. Spojrzał na mnie a jego oczy dosłownie świeciły. Zapewne to tylko moje wyobrażenia, ale w tych pięknych, szarych tęczówkach była iskierka nadziei, którą miałem za zadanie rozpalić.
***
Wieczorem zadzwoniła do mnie moja matka informując mnie, że nie będzie jej aż do przyszłej środy natomiast ojca do końca miesiąca. Szczerze to nie interesowało mnie to kiedy wrócą, mogli nawet nie wracać. Wychodzi na to samo. Louis po powrocie ze spaceru zaproponował, że zrobi obiad i miałem okazję jeść jedno z najpyszniejszych spaghetti w moim życiu. Nie spodziewałem się, że umie tak dobrze gotować.
-Zastanawiam się jakie talenty jeszcze przede mną ukrywasz.- puściłem do niego oczko kończąc danie zaserwowane wcześniej przez bruneta. Louis zachichotał pod nosem a ja myślałem, że się przesłyszałem, ponieważ... Czy on naprawdę do cholery zachichotał? Czy może być do cholery jeszcze słodszy niż jest? To chyba niewykonalne.
-Wiele.- odpowiedział krótko zbierając nasze puste talerze z blatu i chowając je do zmywarki. Przyglądałem się tym czynnością, ponieważ mimo tego, że może nie były niesamowitymi, to kiedy on to robił stawały się. Mogłem na niego patrzeć i patrzeć bez opamiętania.
-Ej Harry.- brunet pomachał mi swoją mini dłonią przed oczami uśmiechając się.
Kocham jego uśmiech.
-Tak?- spytałem lekko zdezorientowany. Louis skierował się w głąb salonu wracając chwilkę potem z futerałem, w którym mieściłem swoją gitarę. Co prawda nie byłem jeszcze profesjonalistą, ale powoli zaczynałem grać niektóre piosenki z pamięci.
-Zagrasz coś?- spytał Louis a widząc, że rozkłada się wygodnie na kanapie uznałem, że jego pytanie raczej było retoryczne a ja mam spełnić jego prośbę. Prychnąłem cicho czując jak moje ręce pocą się ze stresu. Chciałem wypaść jak najlepiej mogłem przy Louisie, ale nie byłem pewien czy mi się uda.
-Nie jestem zbyt dobry.- uprzedziłem uśmiechając się pod nosem na co Louis tylko wzruszył ramionami. Wyjąłem z futerału gitarę i zacząłem ją stroić. Po krótkiej chwili zabrzmiały pierwsze dźwięki "Look After You" The Fray. W pewnym momencie usłyszałem lekki jak piórko, przejrzysty jak woda, piękny głos śpiewający tekst piosenki. Spojrzałem w stronę śpiewającego Louisa nie przerywając grania co naprawdę było trudne. Opadła mi szczęka. On był niesamowity. Miał zamknięte oczy, a śpiewając wyższe dźwięki marszczył uroczo czoło.
- Mój boże, Louis.- wydusiłem z siebie kiedy przestałem grać a jego melodyjny głos ucichł.
-Przepraszam, bardzo lubię tę piosenkę.- odpowiedział skrępowany. Za co on mnie przepraszał? Za swój talent?
-Louis nie masz mnie przecież za co przepraszać. Twój głos.. Przepiękny.- powiedziałem odkładając gitarę na bok i siadając obok niego na kanapie. Brunet lekko się uśmiechnął i mocniej ścisnął materiał swojej koszulki.
-Naprawdę tak uważasz?- spytał patrząc mi głęboko w oczy. Bolało mnie to jak nisko się cenił.
Zmienię to.
-Owszem. Od dziś musisz mi codziennie śpiewać.- szepnąłem chwytając go za rękę. Między nami zapadła cisza, ale nie była ona w żaden sposób krępująca. Wręcz przeciwnie. Pasował mi widok jaki miałem przed sobą i mógłbym spędzić resztę swoich dni na podziwianiu tej pięknej twarzy.
-Mogę ci śpiewać do snu.- zaśmiał się rumieniąc się.
-Zgadzam się.- odpowiedziałem uśmiechając się do niego. - Ale przed tym, chciałbyś gorącej czekolady Lou?
Mężczyzna przez chwilę był wyraźnie zdziwiony zdrobnieniem, którym go nazwałem, lecz po chwili wyszczerzył się kiwając głową zadowolony. Zeskoczył z kanapy kierując się w stronę kuchni a ja za nim. I w tamtym momencie byłem pierwszy raz od wielu miesięcy naprawdę szczęśliwy, ponieważ ktoś wreszcie sprawiał, że szczerze się uśmiecham.
_______________________________________________
Oto trzeci rozdział. Mam nadzieję, że podoba wam się. Zachęcam do komentowania jak również do pisania pytań lub jakichkolwiek uwag :) Jeżeli macie wattpada to tam również znajdziecie to ff, zostawiam linka na dole! Pozdrawiam.
wattpad

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz