piątek, 12 lutego 2016

"Pasujesz do mnie"

Twarz Louisa przybrała różowy odcień a ja wiedziałem, że zawstydził przez mój dosadny komentarz. Nie płakał chociaż jego oczy były zeszklone i wyglądał jakby w każdej chwili mógł wybuchnąć płaczem. Brunet usiadł na podłodze przyciągając kolana do klatki piersiowej. Cały czas patrzył na mnie swoimi dużymi, szarymi oczami. Nie potrafiłem wyczytać z nich nic w tamtej chwili.
-Nikt nie jest idealny.- stwierdził szeptem marszcząc lekko brwi i nos. Wyglądał jak mały króliczek. Przeczesał prawą ręką swoje włosy, których tak bardzo sam chciałem dotknąć. Pragnąłem zatopić w nich palce i kręcić na ich końcach małe loczki. Usiadłem naprzeciwko Louisa uśmiechając się do niego przyjaźnie.
-Jednak ty jesteś. Nie mówię Ci tego, bo wypada.. Ty po prostu jesteś dla mnie idealny.- powiedziałem i momentalnie pożałowałem swojej wypowiedzi.
Co ja najlepszego narobiłem. Czy on mnie teraz opuści?
Lou spojrzał na mnie ciekawych wzrokiem i przyglądał mi się przez dłuższą chwilę milcząc. Jego ręce dotknęły moich a ja nie wiedziałem co zamierza dopóki po prostu ich nie złączył a moje serce zaczęło bić mocniej. W gardle poczułem dużą gulę, której nawet nie potrafiłem przełknąć.
Louis pieprzony Tomlinson trzyma mnie za rękę.
-Harry, chce Ci powiedzieć wszystko.- szepnął mocniej ściskając moją dłoń przez co przez moje ciało przeszedł przyjemny dreszcz. Pierwszy raz czułem się tak blisko z osobą pomimo tego, że tylko nasze ręce się dotykały. Więź z Louisem, którą wtedy przeżyłem była w głównej mierze psychiczna. Czułem się tak blisko z nim, jak z nikim innym dotąd.
-Więc na co czekasz Louis? Możesz mi powiedzieć wszystko.- powiedziałem przejeżdżając swoją lewą dłonią po jego policzku w celu starcia spływającej łzy. Brunet wziął głęboki oddech i zaczął swoją przemowę.
-Jak już wiesz mam na imię Louis Tomlinson. Mam 21 lat i urodziłem się 24 grudnia w Wigilię. Moja matka jest daleko za granicą. Jeżeli mam być szczery nie widziałem jej już dobrych kilka lat. Tak naprawdę nie pamiętam dokładnie jej twarzy i nie chcę. Była złą kobietą. Zniszczyła nie tylko mnie życie, ale mojej siostrzyczce, która powinna być teraz gdzieś ze mną. Powinna żyć.- przerwał na chwilę a ja przyciągnąłem go do siebie otulając ramieniem. Wziął kilka głębokich oddech i wtulił się w moją klatkę piersiową.- Wiesz.. Zostałem sam z siostrą w bardzo młodym wieku. Nie byłem w stanie jej sam wychować czy wyżywić skoro sam miałem ze sobą problemy. Była chora, nie miałem pieniędzy na leki. Po jej śmierci wpadłem w niezłe gówno Harry. Przez 3 lata byłem uzależniony od narkotyków. To takie pospolite, wszyscy o tym mówią. Nawołują aby karać chociażby za samo posiadanie i wsadzać do więzienia. Po tym co przeżyłem zgadzam się z nimi w 100%, ponieważ to przepis na śmierć. Spytasz skąd brałem na dragi? Kradłem.  Tak kurwa chodziłem po jebanych sklepach i kradłem co popadnie a potem sprzedawałem, lub wymienialiśmy się. Piwo za dragi. Fajki za gram. Byłem taki nierozważny i głupi. Kumpel postanowił pomóc mi znajdując mnie jednej nocy pod torami. Nie wiem co chciałem zrobić, ale wiem, że jeżeli przyszedłby 5 minut później już bym nie żył.- zatrzymał się na tym zdaniu okalając mnie swoimi szczupłymi ramionami wokół brzucha, który w tamtym momencie robił fikołki.- Wstydzę się tego kim byłem.. Kim jestem.- powiedział zerkając na mnie niebieskimi tęczówkami.
Był taki bezbronny i bezradny. Ponadto było mi żal jego siostry, nie wyobrażam sobie siebie gdyby ktoś z mojej rodziny umarł. Pomimo tego, że codziennie narzekam na matkę czy ojca. To jednak najbliższa mi rodzina, osoby, które mnie wychowały. A rodzeństwo również się zalicza do najbliższej rodziny.
Jest tak silny. 
Siedzieliśmy przez dłuższy czas w ciszy wsłuchując się jedynie w swoje miarowe oddechy. Louisa był jednak trochę przyśpieszony zapewne przez nadmiar emocji mu towarzyszących. Chciałem dla niego jak najlepiej już od samego początku. Zobaczyłem w nim osobę, przez którą straciłem grunt pod nogami. Louis sprawiał, że moje oczy robiły się maślane na samą myśl o nim.
-Cieszę się, że mi to wszystko powiedziałeś.- szepnąłem mu do uszka rozluźniając lekko uścisk, w którym wciąż trwaliśmy. Brunetowi jednak to się nie spodobało, ponieważ jeszcze mocniej oplótł mnie ramionami na co uśmiechnąłem się i na Boga, byłem taki szczęśliwy. Chwilę później zamknąłem oczy i zatraciłem się w głębokim śnie trzymając bruneta blisko swojej klatki piersiowej.
Perspektywa Louisa
Otworzyłem leniwie klejące się oczy i pierwsze co ujrzałem to umywalkę przede mną. Uświadomienie sobie, że zasnął wraz z Harrym na zimnej podłodze w łazience zajęło mi kilka sekund. Po tym wyplątałem się z mocnego uścisku nastolatka i wstałem na równe nogi. Naprawdę nie chciałem opuszczać tego miejsca jakim były jego ramiona. Czułem się tak bezpiecznie i błogo jak nigdy wcześniej. Harry miał coś w sobie co mnie intrygowało i ciekawiło. Sprawiał, że z każdym dniem chciałem go lepiej poznawać. Spojrzałem na jego bladą twarzyczkę i różowe usta, których tak bardzo pragnąłem dotknąć. Z wielkim kamieniem na serce potrząsnąłem nim lekko chcąc go zbudzić ze snu. Otworzył powieki ukazując mi swoje zielone, zdezorientowane spojrzenie.
-Zasnęliśmy?- spytał zachrypniętym głosem.
JEGO GŁOS JEST TAKI SEKSOWNY, ŻE ZARAZ OSZALEJĘ. 
-Tak.. Harry.- szepnąłem do niej ledwo powstrzymując się od powiedzenia "Tak kochanie". Brunet wstał z zimnych kafelek i przeszedł koło mnie w celu umycia rąk.
-Wiesz, która godzina?- spytał wycierając mokre dłonie o niebieski ręcznik. W tym czasie zupełnie zatraciłem się w jego lekko zarysowanych bicepsach. Co prawda były one minimalnie widocznie, ale właśnie w tym tkwił jego urok.
-Nie.- odpowiedziałem sennie. Byłem nadal bardzo zmęczony co mogło wskazywać na to, że jest środek nocy i wypadałoby pójść spać, ale tym razem już do łóżek. Poszedłem za Harrym w stronę salonu. Gdy się w nim znaleźliśmy zegar wskazywał 3:56. Harry uśmiechnął się do mnie mówiąc, że idzie sobie zrobić kakao i czy ja też chce.
-Wiesz.. a może Ci pomogę? Nie chciałbym kolejny raz cię opatrywać lub co gorsza dzwonić po karetkę.- zaśmiałem się na co on przewróciłem oczyma, ale zgodził się na moją propozycję. Byłem zmęczony to prawda, ale wolałem spędzać czas z nim niż iść do łóżka. Harry zagotował mleko natomiast ja zająłem się przygotowaniem kubków i wsypaniem do nich brązowego "proszku". Potem zalałem go i gotowe. Usiedliśmy naprzeciwko siebie na stołkach barowych opierając łokcie na wyspie. Harry miał senne spojrzenie, ale dobrze widziałem jak mnie lustrował wzrokiem przez co czułem jak robi mi się gorąco. Brunet sączył swoje kakao z kubka i uśmiechając się do mnie tajemniczo. Nie byłem pewien jak miałem odbierać te wszystkie sygnały. Był czasem taki dziwny i uroczy w tym samym czasie. W tle słyszałem cichą muzykę, którą Harry włączył z wieży. Dźwięki skrzypiec rozchodziły się po moich uszach sprawiając, że czułem się jak w niebie. Przed sobą miałem jedną z najpiękniejszych istot jakie do tej pory poznałem. Do tego tak istotka miała idealny gust muzyczny.
-Zatańczysz ze mną?- spytał nagle a mnie wmurowało chodź nie dałem po sobie tego znać. Prychnął uśmiechając się. A może dałem? Byłem bardzo zaskoczony jego propozycją jednak była ona jak najbardziej pozytywna. Wstałem powoli odkładając kubek z niedopitym kakao na blat i podszedłem do niego. Zrobił to samo co jak z kubkiem i ujął moją jedną dłoń kładąc ją na swoim ramieniu a mnie przyciągnął bliżej siebie przez co wypuściłem głośno powietrze. Lubiłem sposób w jaki się zachowywał wobec mnie. Potrafił być wrażliwy i bardzo cierpliwy, ale były momenty, że mimo jego młodego wieku zachowywał się dominująco i był niezwykle silny. Poruszaliśmy się powoli w rytm tej spokojnej, pięknej melodii. Harry co jakiś czas muskał palcami moje końce moich włosów co okazało się niemiłosiernie przyjemne.
Czy on może tak już robić do końca mojego życia?
Mógłbym z nim tańczyć całą wieczność jednak piosenka trwała zaledwie 4 minuty a gdy dźwięki ucichły oderwaliśmy się od siebie z trudem.
-Podobało Ci się?- spytał nadal trzymając swoją dłoń na moim plecach abym przypadkiem się nigdy nie oddalił.
-Bardzo.- powiedziałem zgodnie z prawdą przygryzając lekko dolną wargę. Przysięgam, że mogłem zauważyć jak jego oczy rozchyliły się pod wpływem mojego ruchu.
-Mógłbym z tobą przeżyć w takiej pozycji całe moje życie.- odrzekł a ja nie mogłem uwierzyć, ze takie słowa padły z jego ust.- Świetnie pasujesz do mnie.- widocznie się zarumienił mówiąc to a ja myślałem, że spłonę.
-Ja również.- odrzekłem nie chcąc być dłużny. Uśmiechnął się do mnie szczerząc się niczym małe dziecko po czym przyciągnął mnie spowrotem do siebie przytulając.
-Wiesz, że nadal jesteś idealny?- szepnął w moje ucho. Jego słowa wywołały u mnie szybsze bicie serca.
Podoba mi się. Czy ja mu też? Może chce być jedynie miły?
-Wiesz, że nadal jesteś w błędzie?- spytałem ciekawy jego reakcji. Tak naprawdę powiedziałem to co myślałem o sobie.
Nic nie warty.
Bezużyteczny.
Głupi i brzydki. 
-Jesteś strasznie uparty.- popatrzył na mnie lustrując moją szczękę. Nasze twarze były tak blisko, że prawie dotykaliśmy się nosami. Powietrze stało się okropnie rzadkie, trudno mi było je w spokoju nabierać.
-Chyba szczery.-stwierdziłem unikając jego mocno zielonego spojrzenia. Chwycił za mój podbródek tak, że byłem zmuszony na niego patrzeć. Zastanawiałem się co zamierza kiedy złączył nasze usta. Pocałunek był powolny, subtelny i dokładny. Usta bruneta były jeszcze miększe niż się wydawały a jego język robił niesamowite rzeczy.
Może jednak mu się podobam?
____________________________________
Witajcie kochani! Jak wam się podoba? Cieszycie się na pierwszy pocałunek Larrego? Bo ja osobiście nie mogłam się doczekać serio! Zapraszam oczywiście do komentowania co mnie motywuje! Mam jeszcze sprawę, chcielibyście częściej rozdziały czy raz w tygodniu wystarczą? Piszcie w komentarzach.
Zapraszam na snapa: kroliania69 (podawajcie swoje XD)
Wattpad

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz